Rozdział 6

POV Vik

Ze snu wyrwał mnie nieprzyjemny zapach dochodzący do nozdrzy. Zakaszlałam, niemalże dusząc się ze smrodu i zamrugałam, rozglądając się dookoła. Wilgoć widoczna była wszędzie dookoła. Pleśń rozchodząca się po ścianach i przegniła podłoga, na której leżałam. Przegniła? To mało powiedziane. woda cały czas utrzymywała się na powierzchni, tworząc płaską kałużę. Nie dość, że było mi morko to jeszcze strasznie ciągnęło od ziemi.
Chciałam się poruszyć, lecz wtedy poczułam przeszywający nadgarstki ból i uderzyłam plecami w coś metalowego. Cudnie, nie dość, że przywiązana, to jeszcze do wielkiej rury. Przynajmniej nie była rozgrzana i nie parzyła brutalnie skóry pleców. Zawsze to jakiś plus. Sukienka była cała przemoczona i śmierdziała tą samą zgnilizną, która unosiła się w całym pomieszczeniu.
Co się do cholery tutaj działo?
Nathan.
Właśnie, oni znali Nate'a. Jaki cudem do cholery w to wszystko wplątany był ten chłopak? W jakie gówno wpieprzył się tym razem? Nathan, do cholery, dlaczego?! Nathan...
Nie, to nie był dobry czas na wspominki i wzdychanie do chłopaka. Chłopaka, który pomógłby mi w tej chwili, który nauczył mnie wszystkiego i chłopaka, którego darzyłam czymś, czego sama się bałam. Nie, musiałam się jakoś wydostać i to było tym, na czym w tamtej chwili musiałam się całkowicie skupić.
Pomieszczenie było puste, bez żadnych mebli. Jedynie małe okienko pod sufitem zabite deskami, przez które przebijały się małe promyki słońca. Cholera jasna, co to za miejsce?! Dlaczego się tutaj znalazłam i co do jasnej cholery chodziło?!
Po 'umeblowaniu' pomyślałam, że to piwnica czy coś w tym stylu. Wilgoć zawsze była odczuwalna w dolnych partiach domu czemu sprzyjało też małe okienko umieszczone zdecydowanie zbyt wysoko jak na zwykłe pomieszczenie. Tylko czym była ta rura... od wody? Ale wtedy byłaby nagrzana... chyba, że nie była od dawna używana, co świadczyłoby iż to był jakiś opuszczony budynek.
CHOLERA JASNA, GDZIE JA SIĘ ZNALAZŁAM?!
Próbowałam sobie coś przypomnieć. Cokolwiek, co byłoby pożyteczne w danej chwili, jednakże nic nie przychodziło mi do głowy. Pojawiła się nagła pustka, przyćmiewając wszystko, czego do tej pory nauczył mnie przyjaciel. To było tak bardzo denerwujące, że aż nie do opisania. Tyle lat treningów właśnie na takie sytuacje i wszystko uciekło w sekundzie. Każdy chwyt, manewr, czy sztuczka...
Oprócz jednej.
Zaraz po przeprowadzce do chłopaka, obudziłam się skrępowana. Nie wiedziałam co się działo, wszędzie było ciemno, a sznur był mocno zaciśnięty dokoła moich dłoni. Tamtej nocy przeklinałam swój mocny sen na wszystkie możliwe sposoby. Dawał mi 15 minut na uwolnienie się, albo mnie uderzył. Nie zawahał się, dlatego przez następnie dnie starałam się jeszcze bardziej, choć on i tak skracał czas. Był surowy i brutalny, lecz mimo to wiedziałam, że mnie kochał.
On wiedział...
Przez jedną, cholerne krótką chwilę, przemknęła mi przez głowę myśl, że chłopak wiedział iż ten dzień w końcu nastanie. Że zdawał sobie sprawę z tego, iż coś nam zagraża, a może nawet wiedział czym dokładnie to jest. Że trenował mnie nie przez strach o przeszłość. Trenował mnie przez wzgląd na przyszłość. Tak, jakby wiedział iż kiedyś to mi się przyda. Jakby wiedział, że nigdy nie zaznamy spokojnego życia. A może nawet, że wiedział dokładnie jak to wszystko się potoczy, jak będzie wyglądało nasze życie..
Przesunęłam ręce tak, aby lina znajdowała się na najcieńszych częściach i zaznałam ulgi, czując trochę luzu. Była jakaś nadzieja na uwolnienie się z tego piekielnego uścisku. Choć nie wiedziałam co mi z tego, skoro nie wiedziałam nawet jak uciec? To wszystko wydawało się tak bardzo bezsensowne oraz przytłaczające. Nie przywykłam do tego, to tak przeklętego stanu.
Przymrużyłam powieki i spojrzałam w kierunku zabitego okna. Jedna, dwie... cztery małe szczelinki przez które przebijały się jasne smugi. To znaczyło, że było tam kilka desek. Miałam nadzieję, że nie były dość grube i można je było wyłamać... może nie z łatwością, ale jednak...
Durna!
Okno było jeszcze wyżej niż sięgała moja głowa, więc jakim cudem miałabym zebrać tyle siły by wyważyć deski? Nie mogłam wziąć rozbiegu, ani porządnego zamachu. A nawet gdybym jakimś cudem wyważyła barykadę, jak bym uciekła stamtąd na tyle szybko, by nie zdążyli mnie złapać? Huk z pewnością by wszystkich zaalarmował i zbiegli by się tutaj w mgnieniu oka.
Z drugiej zaś strony ciekawa byłam tego ile pilnuje mnie osób. I KTO mnie pilnuje. O wiele lepiej znać swojego wroga, jego możliwości oraz względnie słabe strony. Cholera, nie znosiłam niczego nie wiedzieć, a tym bardziej nie wiedzieć czegoś, co miało tak ważny wpływ na mnie i moje życie. Co ja komu zrobiłam, że zasłużyłam na takie traktowanie, do jasnej cholery?!
Poruszyłam dłonią i syknęłam przy tym z bólu, czując jak sznur wbił się w skórę, a może i nawet już w żywe mięso. Ból palił niemiłosiernie, przez co tylko cudem powstrzymywałam krzyk i płacz. Jednakże w tej samej chwili usłyszałam ciężkie kroki i kałuże rozchlapujące się pod butami nadciągającej osoby, a następnie oślepiło mnie światło wpadające przez otwarte drzwi.


* * *



POV Nate

Mogłem myśleć tylko o niej. Chciałem mieć ją znowu przy sobie. Móc wtulić się w delikatne ciało blondynki oraz usłyszeć jej śmiech brzmiący jak miliony malutkich dzwoneczków. Zobaczyć uroczy uśmiech, któremu na ogół towarzyszyły dziewczęce rumieńce, zdobiące jej policzki. Dostrzec ten błysk w jej błękitnych oczach, który dodawał im jeszcze więcej uroku, jeśli to w ogóle było możliwe.
Miałem nadzieję, że to spotkanie znaczyło tylko jedno - chciała wrócić do domu. Tych kilka dni bez niej było prawdziwą udręką. Kręciłem się po domu nie mogąc znaleźć sobie miejsca we własnym mieszkaniu. Nie, to nie była udręka, to była prawdziwa agonia. Skończyło się na tym, że przesiadywałem w jej pokoju przeglądając stare zdjęcia i usypiałem na poduszce, która przesiąknięta była zapachem dziewczyny. Powoli zaczynałem wariować i to zdecydowanie nie było nic dobrego.
Po drodze zatrzymałem się w kwiaciarni i kupiłem bukiet czerwonych róż, które były tak aromatyczne, że już po chwili ich zapach wypełnił cały samochód. Uśmiechnąłem się pod nosem do siebie zdając sobie sprawę z tego, że w całej tej atmosferze wyczekiwania zacząłem nucić piosenkę Justina Biebera - Boyfriend. Tak naprawdę była to pierwsza piosenka, którą Victoria wplotła w naszą przyjaźń. Oczywiście z początku jako zabawę, przenośnię, lecz w tej chwili sens słów artysty brałem jak najbardziej poważnie...
Nie liczyło się teraz to, czy to zniszczyłoby naszą przyjaźń. Od tamtej sytuacji w klubowej łazience myślę tylko o tym, co by było, gdyby pamiętała tamto zajście. Ba, oczywiście że pamiętała. Widziałem to po jej zmieszanej postawie i wiedziałem po tym jak uciekła z domu. Pamiętała wszystko, lecz raczej nie chciała tego pamiętać. Może chciała aby ten pierwszy raz był inny, a może po prostu uważała to za błąd. Jednakże wieczne pytania wykańczały mnie i chciałem znać prawdę. Miałem jedynie nadzieję, że to nie zniszczyłoby naszej przyjaźni.
Po dojechaniu na miejsce, zaparkowałem w cieniu i rozejrzałem się uważnie dookoła. Jakaś rudowłosa dziewczyna goniła małego chłopczyka, który mógł być zarówno jej synem jak i bratem. Do czego ten świat doprowadził. Kątem oka dostrzegłem odjeżdżającego minivana i miałem wrażenie, że skądś go kojarzę, jednakże gdy spojrzałem w tamtą stronę, samochód zniknął tak szybko jak się pojawił.
Minęło 15 minut odkąd przyjechałem i zaczynałem się powoli martwić. W końcu to ona tutaj czekała, a kto jak kto, ale Vik zawsze była punktualna. Czego niestety nie można było powiedzieć o mnie. Starałem się to zmienić, lecz wszyscy i tak się już do tego przyzwyczaili. Co najważniejsze - ona się do tego przyzwyczaiła.
Wysiadłem z samochodu i wolnym krokiem podszedłem do kawiarni. Spojrzałem na kobietę, która stała przy kasie, posyłając jej przy tym jeden ze swoich najbardziej ponętnych uśmiechów. Każda się na niego łapała i miałem wrażenie, że nawet Victoria mimo tego, ile razy temu zaprzeczała. W końcu była kobietą, a na takie to działa, prawda? Chociaż ona była inna i dlatego...
- Czym mogę służyć? - usłyszałem wysoki głos ekspedientki od czego niemalże wybuchłem śmiechem. Zawsze to samo. Rumieńce i to seksowne oblizywanie wargi. Ciekawe czy gdybym nosił obrączę to... och, oczywiście, że tak.
- Szukam pewnej blondynki... - zacząłem, a już na same te słowa jej uśmiech zmalał niemalże to niezauważalnego. Cóż, to smutne, ale nie ta liga, kochanie. - Gdzieś tego wzrostu - powiedziałem pokazując dłonią okolice obojczyków. - Oraz takie błękitne oczy, których szybko się nie zapomina... nie widziałaś jej może? Jakąś godzinę temu? Pół? - spytałem nieświadomie przygryzając dolną wargę.
Gdy zacząłem ją tak opisywać poczułem się dziwnie bezradny. Zupełnie tak, jakbym składał zeznania na policji, błagając ich o to, aby zaczęli szukać dziewczyny. Miałem ogromne nadzieję, że nie będzie musiało do tego dojść. Miałem wrażenie, że w takiej sytuacji z pewnością bym zwariował, a przy tym zdemolował conajmniej połowę miasta, w celu jej znalezienia.
- Niestety nie... - powiedziała dziewczyna i po jej minie widziałem, że próbuje sobie coś przypomnieć. - Jednakże była tutaj bardzo podobna do niej dziewczyna. Nie była co prawda blondynką, lecz szatynką z grzywką, ale wzrost i oczy się zgadzają. Siedziała na murku przed kawiarnią i uśmiechała się jakby kogoś wyczekując. Później ktoś podszedł... tu przyszedł klient.. i znikęła mi z oczu - powiedziała i widocznie wysiliła się na uśmiech. - Ładną masz dziewczynę - dodała i jakby nigdy nic wróciła do swoich obowiązków.
- Dziękuję - szepnąłem i wyszedłem z lokalu w zamyśleniu.
Poczułem przyjemne mrowienie w brzuchu na myśl o tym, że mógłbym być z Vik. Nie, żebym o tym wcześniej nie myślał, co to to nie. Oczywiście czasem marzyłem o tym, jakby to było kiedyś, gdyby sprawy potoczyły się inaczej. Gdybym nie stracił jej zaufania, albo gdybym odważył się zaryzykować przyjaźń by ... no właśnie, by co? By dowiedzieć się co do mnie czuje? By odkryć się i pozwolić jej sie zranić? Tego nie wiedziałem. Po prostu chciałem, aby wiedziała...
A teraz nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Czegokolwiek bym nie zrobił, nie mogłem uwolnić się od uczucia, że mogłem temu zapobiec. Że gdybym zatrzymał ją w domu, to by się nie wydarzyło. Gdybym jej wtedy nie pocałował - to by się nie wydarzyło. Gdybym zrobił cokolwiek inaczej - to wszystko by się nie wydarzyło. Victoria byłaby w domu, a ja o nic nie musiałbym się martwić. Fakt, w głowie pojawił się malutki promyczek nadziei, że może to nie tak, może to jednak nie była ona...
Tak, z pewnością to nie była ona. W końcu ta dziewczyna nie była blondynką, a poza tym miała grzywkę. Całkiem nie w stylu mojej współlokatorki. A oczy... wiele osób może mieć tak... nie. Jakim cudem w tym miejscu znalazłyby się dwie dziewczyny, czekające na kogoś w tym samym miejscu o tak pięknych, błękitnych oczach? Poza tym nie było widać blondynki...
To z pewnością nie była ona. Musiałem się trzymać tej myśli z całych sił, aby w końcu nie zwariować.
Przechadzałem się po chodniu w tę i z powrotem, paląc papierosa. Niokotyna, to było to, co uspakajało mnie zanim wróciłem do Denver. Zanim wróciłem do Victorii. Trucizna rozchodząca się po ciele w dziwny sposób podrażiała nerwy, jednocześnie je kojąc. Wydałem z siebie sfrustrowany pomruk, wolną ręką szarpiąc za końce włosów. Gdyby to nie była ona, przecież by już przyszła. Kto jak kto, ale ona nie ma w zwyczaju wystawiać ludzi. Tym bardziej takich, z którymi mieszkała.
Kopnąłem w murek nie wiedząc co robić i wtedy to zauważyłem. Kątem oka dostrzegłem błysk. Zwróciłem głowę w tamtą stronę i ująłem w palce leżącą na chodniku złotą przypinkę. Chwilę mi zajęło, zanim zobaczyłem na niej symbol sierpa (faza księżyca). Zacisnąłem dłonie w pięści, nie zważając na ból wywołany wbijającą się w skórę ozdobą.
Znajdę go.
Znajdę i zabiję.

* * *



POV Vik

Odchyliłam głowę do tyłu, nie mogąc patrzeć na osobę stojącą w drzwiach. Oświetlona w taki sposób, wyglądała niczym anioł z tą boską poświatą. Jednakże mogłam sobie dać rękę uciąć, że pochodziła z zupełnie drugiego końca wszechświata. Dziewiąty krąg Boskiej Komedii Dantego to najlepsze co przewidywałam dla niego. Szatan w ludzkiej postaci.
Światło zamigotało i kątem oka byłam już w stanie dostrzec zarys postaci. Był to wysoki mężczyzna, dobrze zbudowany z burzą blond włosów. Na lewej skroni dostrzegłam pieprzyk niewiele ciemniejszy od jego mocno opalonej skóry i gdybyśmy się spotkali w innych okolicznościach, mógłby mi się spodobać. Jego zimne, szafirowe oczy wpatrywały się we mnie jednocześnie z pogardą jak i pewnego rodzaju podziwem. Był bipolarny zupełnie tak jak Nate, było to widać już w samym jego spojrzeniu.
Zacisnęłam usta w wąską linię, pokazując tym samym że nie powiem niczego pierwsza. Jeśli liczył na to, że będę błagać o wolność, bądź o wyjaśnienia, to zdrowo się przeliczył. Czy się bałam? Oczywiście, wewnątrz szalała we mnie burza emocji i gdybym mogła, rozpłakałabym się niczym dziecko. Od razu powróciły wspomnienia tamtego dnia, gdy zginęli rodzice. Jednakże wtedy był przy mnie przyjaciel. Chłopak, któremu tak bardzo ufałam był przy mnie. W tej chwili jednak byłam całkiem sama i nie miałam pojęcia jak sobie z tym wszystkim poradzić.
Chciałam wrócić do domu. Chciałam wtulić się w ciało współlokatora, poczuć jego ramiona, które otuliłby mnie. Jego głos, który szeptałby, że wszystko będzie w porządku. Jednakże nic nie było w porządku, a on pewnie nawet nie wiedział, gdzie wtedy byłam. Nie mogłam liczyć na niego. Musiałam polegać jedynie na swojej wiedzy i umiejętnościom. Wiedział co robił, zapewniając mi kursy, szkolenia, treningi, strzelnicę i inne tego typu rzeczy. Może jednak nie byłam na tak bardzo przegranej pozycji.
- Wygodnie? - spytał blondyn głębokim, szorstkim głosem, przez co musiałam trzymać się mocno w ryzach, aby nie skrzywić się pod wpływem siły jego tonu. - Spytałem czy wygodne - zagrzmiał ostro, zaciskając palce po obu stronach swojego ciała.
- Idź do diabła - syknęłam posyłając mu najbardziej jadowite spojrzenie, jakie byłam w stanie z siebie wykrzesać. Widziałam po jego minie, że sprawiło mu do satysfakcję, zupełnie tak, jakbym dała mu broń wycelowaną w siebie. Wystarczyłoby jedynie pociągnąć za spust...
- Wstawaj, zobaczymy jak ten dzieciak cię przygotował. Ruchy - rzucił, po czym wybuchnął śmiechem, zupełnie tak jakby powiedział jakiś świetny żart.
Bawiło go to, że byłam uwiązana do rury. Zupełnie jak pies. Bezradna, musząc błagać o wszystko. Z czasem pewnie miałam zacząć załatwiać się pod siebie. Nie, nawet diabeł nie byłby aż tak okrutny. Demon. Nawet określeń nie mogłam znaleźć na takie podłe, bydlackie zachowanie.
- Daj mi pistolet, a przysięgam, że odstrzelę ci te twoje..
- Widzę, że suka nauczyła się szczekać - powiedział drugi głos.
Głos głęboki i tak dobrze znany iż miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Jednakże gdy zza blondyna wyłoniła się głowa pełna czarnych włosów wiedziałam, że to wcale nie moja wyobraźnia. Spojrzałam na niego otwierając szeroko oczy, a ślina utknęła mi w gardle. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie widziałam, a serce zaczęło cholernie szybko pompować krew. W głowie brzmiało tylko jedno słowo.
Zdrajca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz