Rozdział 3


Reszta dnia minęła spokojniej, jeśli jakikolwiek moment życia z Nate’em można nazwać spokojnym. W każdym bądź razie nie było żadnej bójki, awantury, czy czegokolwiek, co można by zaliczyć do niebezpiecznego, czy też niespokojnego.
Tego dnia.
Następnego poranka postanowiłam zrobić naleśniki. Są lekkie, niezobowiązujące i naprawdę dobrze mi wychodzą. Tak więc wyciągnęłam wszystkie potrzebne składniki i zabrałam się za robienie ciasta.
Jednakże już kilkanaście minut później siedziałam przy stole zalewając się łzami. Patelnia wylądowała w zlewie, a kawałki naleśników w koszu. Uderzyłam sfrustrowana czołem o stół, zanosząc się głośnym płaczem.
Nic ci nigdy nie wychodzi, szydził ze mnie wewnętrzny głos.
Jesteś beztalenciem.
Nabrałam łyżeczką dżem i wsunęłam go do ust, płacząc jeszcze głośniej, jeśli w ogóle było to możliwe. A szczerze w to wątpiłam. Byłam pewna, że cała twarz mi spuchła oraz poczerwieniała z gniewu i innych wzbierających we mnie emocji.
Mnie minęła chwila, a do kuchni wpadł wręcz przerażony szatyn rozglądając się nerwowo. Od razu kucnął obok mnie, przesuwając palcami po moich plecach, mrucząc coś kojąco. O dziwno wcale nie czułam się lepiej.
Super, teraz nawet on wie, szeptał głos.
Załkałam głośniej, opróżniając słoiczek w rekordowym tempie. Czułam, jakby zaraz głowa miała mi wybuchnąć, a żołądek sam siebie pożreć. Byłam naprawdę do dupy i to wcale nie ponosiło mojego samopoczucia.
- Skarbie, co się dzieje? – spytał chłopak, otaczając mnie swoimi silnymi ramionami w wyjątkowo delikatny i czuły sposób.
Użala się na tobą.
Wybuchłam głośniejszym płaczem i wtuliłam się w jego tors. Długo nie musiałam czekać aż usiadł na podłodze, ściągając mnie na swoje kolana. Przeczesał palcami blond włosy i westchnął, przytulając mnie do siebie mocniej.
- Co się stało? – powtórzył spokojnie i w jego głosie nie było nawet śladu nacisku. Jedynie ogromna troska i odczuwalne zaniepokojenie, które okazywało się nawet w napięciu mięśni chłopaka.
Wskazałam palcem na zmasakrowane naleśniki, leżące w koszu oraz dookoła niego oraz na patelnię, którą cisnęłam z taką siłą, że równie dobrze mogła pęknąć na milion części i chyba tylko cudem tak się nie stało.
- Musimy kupić nową patelnię, bo ta się nie nadaje do naleśników – wydusiłam łamiącym się głosem i wtuliłam się mocniej w chłopaka, zaciskając palce na jego koszulce.
- A do dupy z patelnią, Boże.. – westchnął i przesunął opuszkami palców po moim policzku, przyglądając mi się z widoczną ulgą. – Myślałem, że coś ci się stało… - dodał ścierając łzy z moich policzków.
- Miałam cholerną ochotę na te naleśniki! – zawtórowałam przybierając naburmuszoną minę.
Możliwe, że nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, ze zachowywałam się jak obrażone dziecko, które nie dostało cukierka. A może po prostu miałam totalnie płaczliwy dzień. To drugie byłoby znacznie gorsze. Zwiastowałoby nadejście okresu, a to z kolei kilka jeszcze gorszych dni.
- Błagam, nie płacz już – odparł podnosząc się ze mną z podłogi.
Musnął wargami oba policzki, delikatnie ścierając z nich łzy i spojrzał mi w oczy. Przygryzłam wargę, czując się głupio, że zrobiłam taką scenę o durne naleśniki. Możliwe, że to przez to, co kryło się w spojrzeniu jego czekoladowych oczu. Jakiś rodzaj troski i ulgi wymieszany z czułością.
Ale naprawdę miałam ochotę na te naleśniki!
- Zróbmy tak: ja zajmę się naleśnikami, a ty pokażesz mi co wczoraj kupiłaś, huh? – spytał, spoglądając na mnie z tym swoim uroczym uśmiechem, któremu nie byłam w stanie odmówić.
Już rozchylałam wargi, aby zapytać go o to, jak zamierza usmażyć naleśniki bez odpowiedniej patelni, gdy zauważyłam, że staje na palcach i ściąga coś z górnej póki. Patelnia do naleśników. Nic dziwnego, że jej nie widziałam, skoro tak ją ukrył.
Spojrzałam na niego zraniona i tupnęłam gniewnie nogą, po czym poszłam do swojego pokoju, rozsiewając dookoła złą aurę. Cudowny poranek.


* * *


Po około godzinie wyszłam z pokoju. Całkiem mi nie przeszło, lecz byłam w stanie na niego patrzeć. Przynajmniej tak sądziłam, a oprócz intuicji w tym momencie nie miałam nic więcej.
Przesunęłam opuszkami palców po ubraniu, przygryzając delikatnie wargę i oparłam się o framugę drzwi. Widząc chłopaka siedzącego tyłem do siebie, odchrząknęłam, odrywając go od oglądania jakiegoś zapewnie interesującego meczu.
Kiedy jego oczy napotkały moje ciało, znacznie się rozszerzyły, a wargi rozchyliły. Widziałam ten jego znaczący wzrok, który swoją intensywnością rozpalił moją skórę. Przeknęłam ślinę, biorąc przy tym głęboki oddech. Wiedziałam, że to na niego podziała, nie miałam jednak pojęcia, że aż tak bardzo.
- I jak ci się podoba? – spytałam przesuwając językiem po swojej górnej wardze.
Przestąpiłam z nogi na nogę, czując zaciskający się węzeł w dolnych partiach brzucha, przez co mocniej przygryzłam wargę. Przy głębokim oddechy materiał czarnego, skórzanego gorsetu mocniej opiął się na moim biuście, a chłopak poruszył się na kanapie niespokojnie.
Gorset kończył się tuż pod piersiami oraz miał wycięty dekolt w szpic, który kończył się między nimi, mniej więcej w uch połowie. Materiał był niemalże idealnie dopasowany do mojego ciała, idealnie podkreślajac jego atuty. Nagi brzuch zakończony był ciemnojeansowymi spodenkami, które kończyły się raptem za pośladkami, uwydatniając ich kształt.
Przeczesałam włosy palcami, delikatnie odchylając głowę do tyłu, przez co całe ciało się napięło, a chłopak niemalże warknął.
Szpilki, które miałam na stopach wytawały charakterystyczny stukot, gdy szłam do kuchni, pozwalając mu zobaczyć jak całość wygląda z tyłu. Wyciągnęłam z lodówki puszkę cherry coke i spojrzałam na przyjaciela w uśmiechu.
- Pytałam o coś – zaśmiałam się, przygryzając wargę.
Puszka wydała znajomy syk przy otwarciu i to jakoby wytrąciło go z zamyślenia. Potrząsnął głową, przenosząc spojrzenie swoich czekoladowych oczu na moje, delikatnie się przy tym rumieniąc.
- Pytałaś o coś?
- Tylko o to na ile sposobów pieprzyłeś mnie w myślach – odparłam z uśmiechem.
Widząc rozchylające się wargi chłopaka w wyrazie zaskoczenia, wydobyłam z siebie głośny śmiech, przesuwając językiem po wargach, co przykuło jego uwagę. Faceci. Tak łatwo ich zdekoncentrować.
- Tylko żarowałam – odparłam roześmiana i pokręciłam głową. – Pytałam jak ci się podoba.
- Bardzo – odparł przygryzając pełną wargę.
Skinęłam głową uśmiechając się do niego z cichym pomrukiem. Odchyliłam głowę do tyłu, wypinając do przodu klatkę piersiową, czując jak piersi otarły się o materiał gorsetu. Wiedziałam też, że Nate zdaje sobie sprawę z braku stanika.
- Coś jeszcze kupiłam – odparłam z uśmiechem, zsuwając palce do guzika spodenek.
Chłopak szybko przeskoczył przez oparcie kanapy, łapiąc palcami moje nadgarstki, odciągając je od materiału ubrań. Kolor jego oczu znacznie pociemniał, robiąc się głęboki, może i nawet trochę mroczny. Szatyn przymknął powieki, jakby się czymś rozkoszując, po czym spojrzał na mnie.
- Później mi pokażesz. Idziemy dziś na imprezę – powiedział.
Znałam go nie od dziś. Nie od roku, ani nie od dwóch. Wystarczająco długo byłam obok niego, aby wiedzieć, że ten uśmiech Nathana Drew Whellera oznaczał kłopoty. I szaloną zabawę.
Potrząsnęłam głową z rozbawieniem, przyglądając się twarzy przyjaciela. On nie pytał, on mnie po prostu infornował, wiedząc że i tak się zgodzę. Mogłam się z nim podroczyć przez chwilę, lecz prawda była taka, że chciałam iść na tę imprezę.
Dłuższy czas nie byliśmy z Nate’em w klubie, a domówka to jednak nie jest to samo. Inna atmosfera i to, co chłopak stawiał niemalże na równi z zabawą – prawdopodobieństwo, że będzie mógł komuś legalnie przywalić. Po prostu.
Spojrzałam szatynowi jeszcze raz w oczy, po czym skinęłam z rozbawieniem głową, zgadzając się na ten pomysł. Od razu poczułam szybsze bicie serca na myśl o wieczorze oraz o tym, w co mam się brać, jak wyszykować.
Już miałam się odwrócić i popędzić do swojego pokoju z głową pełną pomysłów, gdy poczułam ucisk na lewym nadgarstku. Spojrzałam w tamtą stronę, a następnie podniosłam rozbawione spojrzenie na chłopaka.
- Nie przebieraj się – wymruczał mi do ucha, po czym ruszył w kierunku swojego pokoju, zostawiajac mnie z konsternacją wymalowaną na twarzy i zaróżowionymi policzkami.


* * *


Zachichotałam czując dłonie chłopaka oplatające moją talię. To było zabawne uczucie, zupełnie jakbym była laleczką, albo misiem do tulenia. Ale przecież to on był takim misiakiem. Oczywiście tylko moim, ale był. Miałam przynajmniej taką nadzieję.
Spojrzałam w jego czekoladowe oczy, nie przestając chichotać, co wywołało promienny uśmiech na ustach szatyna. Był taki uroczy, kiedy się uśmiechał.
Po chwili postawił mnie na ziemi, a ja westchnęłam, gdy moje stopy zetknęły się z podłożem. Zdecydowanie wolałam ten moment, gdy byłam w powietrzu. Powinnam chyba jeszcze raz wejść na ten kamień, aby mógł mnie ściągnąć.
Gdy zaczęłam robić to, co postanowiłam, usłyszałam za sobą czyjś śmeich. Zwróciłam w tamtą stronę swoje spojrzenie i dostrzegłam przyjaciela, który obserwował moje starania z rozbawieniem.
- Chodź tu – powiedział wyciągając do mnie ręce.
Bez zastanowienia odskoczyłam od kamienia i wpadłam w ramiona chłopaka. Fakt, że były one znacznie mniejsze niż te, które miał tatuś, jednakże czułam się w nich jeszcze bardziej bezpieczna. I nie aż tak malutka.
Oparłam policzek o tors przyjaciela, chichocząc przy tym dziewczęco. On był taki duuży i taki silny. Ściagnął mnie z kamienia i nawet się nie zawahał. Prawie jak tatuś!
Spojrzałam w górę, w czekoladowe oczy chłopaka, uśmiechając się przy tym jak głupia. Nie moja wina, że tak się czułam w jego towarzystwie. To z pewnością wina czegoś, co rodzice nazywali genami. Czymkolwiek to było.
- Nate’uś? – spytałam spoglądając na chłopaka.
- Tak, Viki? – zareagował szybko, ogarniając mi z twarzy kilka niesfornych kosmyków.
Kiedy jego palce dotknęły skóry na policzku, jeszcze bardziej zachichotałam. Zaczęłam się z nim bujać na boki, tak jak kiedyś robiła to mamusia z tatusiem. Wyglądali wtedy na takich szczęśliwych.
- Kocham cię, Natie – powiedziałam, po czym znowu zachichotałam. Miałam zadziwiająco, bardzo dobry humor, który pojawił się znikąd.
- Ja ciebie też, Vikusiu – odparł słodko i spojrzał mu w oczy. – Zawsze cię będę kochał, wiesz? – dodał po chwili, co wywołało uśmiech na zarówno jego, jak i mojej twarzy.

Potrząsnęłam głową, gdy dojrzeżdżaliśmy pod klub. Wzięłam głęboki oddech próbując odgonić od siebie wspomnienia sprzed czternastu lat. Durne obietnice, małych dzieci, które nic nie wiedziały o życiu, ani o świecie.
Dokładnie, to tylko głupie, dziecięce uczucie, które żywiłam do niego sprzed kilkunastu lat, zaćmiewa mi obraz. Odkąd wrócił, trzy lata temu, cały czas mam wrażenie, że chciałabym czegoś spróbować, ale to mija równie szybko jak się pojawia.
Głupie uczucie kilkutlatki, która wierzyła w chłopca, jak w jakieś małe bóstwo. W chłopca, który ją zostawił bez słowa wyjaśnienia. Takie właśnie były te słowa kocham. Puste i bez pokrycia.
- Jak dorosną, będą parą, ja to wam mówię – odparł wujek James i dorośli się roześmiali.
No już, od dupy strony chyba. Nawet nie mieli szansy zobaczyć jak potoczyło się nasze życie. I gdyby nie umarli, zapewne potoczyłoby się zupełnie inaczej. Może wtedy Nathan by nie zniknął, może to uczucie by się utrzymało i może byśmy..
Gówno. Gdybanie w niczym nie mogło mi pomóc. Co się stało, to się nie odstanie i trudno. Trzeba było żyć dalej, bez oglądania się na to, co było, gdy miałam te cztery, pięć lat. Tamta dziewczynka umarła w momencie, gdy odszedł jej bohater.
Poczułam na sobie wzrok przyjaciela, lecz zanim zdążył otworzyć usta, otworzyłam drzwi wysuwając się z samochodu. Kilku chłopaków spojrzało w naszą stronę, gdy obcasy uderzyły o chodnik, lecz naprawdę miałam to w głębokim poważaniu.
Po chwili dłoń Nate’a oplotła moją talię, jakby znaczył teren, co wydało mi się absurdalne. O przestrzeni osobistej nie słyszał, prawda? Jednakże nic nie powiedziałam i odrzucając do tyłu blond włosy, podeszłam z nim do wejścia.
Po zapłaceniu za bilety i oznakowaniu naszych dłoni bransoletkami, weszliśmy do środka. Chłopak od razu zaciągnął mnie w kierunku baru, przez co wywróciłam oczami. A potem się czepiał, że coś piłam – faceci.
Chwilę później już zatapiałam wargi w whisky z colą, chłopak zaś w samej coli – w końcu prowadził, co pewnie mu było na rękę. Jakiś powód do zachowania trzeźwości miał. Miałam tylko nadzieję, że później nie zrobi mi treningu, bo chyba tym mu coś skądś wyrwała.
Założyłam nogę na nogę, wodząc opuszkiem palca po szklance. Czułam na sobie wzrok przyjaciela. Na swoim ciele zaś – wiele innych. Już sobie przypomniałam, dlaczego nie chodziliśmy zbyt często do klubów – oboje czuliśmy się jak dwa kawałki mięsa wrzucone do lwiej jamy.
Po dopiciu trunku poczułam jak czyjaś ręka mnie oplata i już byłam gotowa wymierzyć policzek chłopakowi, gdy poczułam ten znajomy ciężar. Spojrzałam szybko w bok, aby się upewnić i delikatnie rozluźniłam mięśnie.
- Chodź na parkiet – usłyszałam pomruk przyjaciela przy uchu, który wdarł się do mojego mózgu mimo głośnej, dudniącej muzyki.
Pamiętaj, to tylko dziec… lecz gdy poczułam przy sobie ciało przyjaciela, rozum całkowicie się wyłączył. Był taki ścisk, że musieliśmy tańczyć tuż przy sobie, chociaż czułam, że gdyby było luźniej, wiele by to między nami nie zmieniło.
Żadnemu z nas nie zajęło długo wczucie się w rytm, a nasze ciała poruszały się jakby zsynchronizowane ze sobą. Stojąc tyłem do niego, doskonale czułam jego ciało, dotykające moje. Dłonie chłopaka przesuwały się po udach do góry, wywołując dreszcze na moim ciele.
Przymknęłam powieki, odchylając rękę do tyłu, wodząc opuszkami palców po jego karku. Usłyszałam przy uchu jego warknięcie, a następnie poczułam dłonie dociskające moje biodra do swoich. Cały czas nasze ciała poruszały się nieprzerwanie w jednym rytmie, ocierając o siebie ponętnie.
Wbiłam zęby w dolną wargę, z delikatnym uśmiechem, gdy dłonie przyjaciela gładziły mój brzuch, a następnie przemknęły przez biust i z powrotem. Czując go na swoich piersiach, mimowolnie wydobyłam z siebie głośny pomruk i miałam nadzieję, że nie był on słyszany przez głośną muzykę.
Po chwili zakręciłam się na obcasach i zsunęłam powoli w dół, poruszając kusząco ciałem w rytm muzyki. Kucając, przesunęłam palcami po udach przyjaciela, a wzrok miałam utkwiony na zgrubieniu między jego udami. Przygryzłam wargę, powoli podnosząc się do góry przy tym podrażniłam paznokciami miejsce, które podziwiałam chwilę wcześniej.
Usłyszałam jak warknął, po czym złapał mnie za ramiona, unosząc do góry. Widziałam ten wzrok, którym obdarzył moje ciało i mocniej przycisnął mnie do siebie, przez co poczułam go na swoim podbrzuszu.
Wsunęłam palce w jego włosy, kołysząc delikatnie naszymi ciałami na boki, chcąc chociaż udawać, że tańczymy. Jednakże moje myśli były w zupełnie innym miejscu. Jedyne na czym mogłam się skupić to na tym jak jego ciało napierało na moje.
Cholera, przez trzy lata dawałam sobie radę. Dlaczego z wiekiem zamiast stawać się na niego bardziej odporna, robiłam się coraz słabsza? Robiliśmy różne rzeczy i nie po raz pierwszy tańczyliśmy w tak bliski sposób. Pierwszy raz się zsunęłam. Pierwszy raz postanowiłam go kusić.
I miałam za swoje.
Poczułam jego ciepły oddech tuż przy swojej szyi. Coś cichutko mruczał mi do ucha, lecz nie byłam w stanie wyłapać słów. Nie byłam w stanie wyłapać niczego oprócz napierającego ciała chłopaka na swoim podbrzuszu.
Spomiędzy warg wyrwał mi się cichy jęk, który chyba został wzięty za potwierdzenie, czegokolwiek o co mnie pytał wcześniej. Oblizałam wargi, próbując uspokoić rozszalały oddech, gdy szatyn zsunął swoje dłonie z moich pleców.
Nie mając na sobie już ich ciepła, poczułam ukłucie rozczarowania, lecz po chwili poczułam jak jego palce wsuwają się między moje, splatając je ze sobą. Wzięłam głęboki oddech, nie mogąc przy tym powstrzymać głupkowatego uśmieszku, który nagle pojawił się na moich wargach.
W czasie, gdy przedzieraliśmy się (a w sumie to Nathan się przedzierał, a ja szłam za nim) przez tłum, próbowałam wszystko przemyśleć. Racjonalnie.
To tylko dziecię…
Och, zamknij się, fuknęłam na samą siebie.
To był najwyższy czas, aby przestać myśleć, a zacząć czuć. Iść za impulsem i mieć tę pieprzoną, naiwną nadzieję, że to niczego nie spieprzy między nami. Że nagle nie stanie się niekomfortowo, chłodno…
… tym bardziej, że wiedziałam, gdzie zmierzamy jeszcze zanim ruszyliśmy się z miejsca.

2 komentarze:

  1. *________________________________*

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże nie mam słów *.* wspaniale <33 czekam na kolejny rozdział *.* nie mogę się doczekać :33

    OdpowiedzUsuń