Rozdział 4


POV Vik

Poczułam jak moje plecy uderzyły o ścianę, a wraz z trzaskiem drzwi muzyka ucichła. Alkohol buzował we krwi mieszając się z pożądaniem i chęcią odkrywania na nowo. Chęcią posiadania.
Wsunęłam palce we włosy chłopaka, a spomiędzy warg wydobył się cichy jęk. Niecierpliwe palce szatyna wędrowały po moich plecach, wywołując tym samym przyjemny dreszcz zmieszany ze słodkim pożądaniem. Dotyk chłopaka niemalże wypalał ścieżki na moim ciele, przez co mocniej naparłam na jego biodra swoimi.
Wargi Nathana przesuwały się po mojej szyi, całując ją namiętnie, niemalże natarczywie. Czułam jego zęby, kąsające skórę oraz wilgotny język idący z nimi w parze. Wydałam z siebie głośny, przeciągły jęk gdy odnalazł moje wrażliwe miejsce, którego sama nie byłam świadoma.
Zacisnęłam palce na włosach chłopaka, chcąc więcej. Spomiędzy jego warg wydobyło się głębokie warknięcie i chwilę później przycisnął mnie do ściany tak mocno, że czułam każdy jego napięty mięsień. Zadrżałam tak dobrze czując go. Zsunęłam palce na jego barki, mnąc jego koszulę, z rozkosznym pomrukiem.
Rozchyliłam usta, czując jak pocałunki Nate’a sunęły coraz wyżej, pieszcząc podbródek. Poruszyłam się niespokojnie, kołysząc przy tym biodrami, co wywołało natychmiastową reakcję chłopaka. Naparł na mnie jeszcze mocniej, zaciskając palce na ciele.
Spojrzałam w jego czekoladowe oczy i widziałam tę dzikość w nich. Tak, jakby długo skrywany demon w końcu wyszedł z niego, przejmując prowadzenie. Zadrżałam pod wpływem intensywności tego spojrzenia, przesuwając dłońmi po torsie szatyna.
I w tym samym momencie w całej łazience rozniosło się powolne, donośne klaskanie. Oboje zesztywnieliśmy i spojrzeliśmy ku źródłu dźwięku. Od razu chłopak zasłonił mnie swoim ciałem, niemalże broniąc przed kimś, tak jakby chciał mnie skrzywdzić.
Jednakże za późno.
Dojrzałam proste, czarne włosy oraz nagie, długie nogi, czując jak traciłam grunt pod nogami. Przygryzłam mocno wargę, mając nadzieję, że ból mnie ocuci. Jednakże na próżno. Nie potrafiłam skupić się na niczym oprócz brunetki stojącej naprzeciw nas.
Nie czułam nawet palców chłopaka splecionymi z moimi, dopóki mocniej ich nie ścisnął. Wzięłam głęboki oddech, próbując doprowadzić się do porządku, lecz prawdę mówiąc, było to cholernie trudne.
- Widzę, że mała Cole przestała być grzeczną dziewczyną – doszedł mnie dźwięczny głos dziewczyny, powodując, że włoski zjeżyły mi się na całym ciele.
- Odejdź, Melanie – warknął ostro szatyn.
Niemalże od razu rozbrzmiał perlisty śmiech dziewczyny, który niemalże zmroził mi krew w żyłach. Zdecydowanie nie był to wesoły śmiech. Sarkazm przebijał przez niego w takiej mierze, że pewnie ona sama nie była tego świadoma.
W każdym bądź razie byłam pewna, że nie chciałam słuchać tego, co miała nam do powiedzenia. Ani w tej chwili, ani w żadnej innej. Lecz kto by chciał mnie słuchać..
- Wheller, myślałam, że wolisz inne.. kobiety – powiedziała z wyczuwalnym rozbawieniem i zanim Nate zdążył jej przerwać, ciągnęła dalej. – Wiesz, nie wiem czy takie maleństwo wytrzymałoby twoje.. zabawy – dodała z pomrukiem i przesunęła językiem po swojej górnej wardze.
Cofnęłam się, mocniej napierając plecami na ścianę, czując się tak, jakby mnie właśnie spoliczkowała. Dostrzegłam napinające się mięśnie chłopaka i jego cichy szept formujący się w proszę nie.. lecz to już nie miało żadnego znaczenia.
Wysunęłam się zza szatyna, próbując nie okazać przy tym żadnych uczuć. Poczułam jak jego palce zaciskają się dookoła mojego nadgarstka, przy czym pojawił się nieprzyjemny ucisk w żołądku.
- Vik.. – zaczął, lecz wyrwałam dłoń.
- Pieprz się, Wheller – warknęłam i spojrzałam na Melanie. – Nawet masz już z kim – dorzuciłam, po czym szybkim krokiem wyszłam z łazienki,
Niemalże od razu wpadłam na coś twardego i zaklęłam pod nosem. Uniosłam głowę i zobaczyłam szmaragdowe oczy połyskujące spod blond włosów. Ponownie zaklęłam na ten widok. Alan.
Rozchyliłam wargi, aby rzucić coś zgryźliwego, lecz w tym samym momencie usłyszałam dochodzącą z łazienki wiązankę przekleństw i zamieszanie. Skrzywiłam się i przygryzłam wargę patrząc na chłopaka z cichym westchnieniem.
- Zabierz mnie do domu – powiedziałam szybko.
Widziałam zaskoczone wymalowane na twarzy Rivera i uniosłam brwi, chcąc przekazać no co? Już po chwili blondyn kiwając głową objął mnie ramieniem, prowadząc do wyjścia z klubu.
Usłyszałam za nami otwierane drzwi łazienki i znajomy głos wołający moje imię. To było dziwne uczucie, ponieważ przez głośną muzykę nie słyszałam niemalże niczego. A to trafiało z taką łatwością.
Kilka minut później wskoczyłam na miękkie siedzenie porsche blondyna, czując wibrację telefonu w kieszeni. Ach, no tak. Wyciszyłam go, ze świadomością, że w hałasie prędzej poczuję wibracje niż usłyszę dzwonek. Jednakże w tej chwili go zignorowałam, doskonale wiedząc kto dzwonił.
Gdy samochód ruszył, rzuciłam ostatnie spojrzenie na budynek. Akurat w tym momencie, w którym drzwi się otworzyły, a zza nich wyleciał szatyn rozglądając się widocznie rozdarty. Nasze spojrzenia się spotkały tylko na chwilę, po czym odwróciłam wzrok.
Obraz bólu w czekoladowych oczach chłopaka towarzyszył mi przez całą drogę do domu, aż w końcu usnęłam.


* * *


POV Nate

- Pieprz się, Wheller – warknęła i spojrzała w stronę czarnowłosej dziewczyny. – Nawet masz już z kim – dorzuciła, po czym szybkim krokiem opuściła łazienkę.
Zakląłem, uderzając dłońmi w ścianę. Wszystko poszło nie tak. Cholera, wszystko poszło tak bardzo nie tak. Co ta szmata tutaj robiła? Ile razy miałem powtarzać, że się nie liczy i nigdy się nie liczyła?
Spojrzałem na nią z widocznym obrzydzeniem. Nie miała w sobie niczego wyjątkowego. Niczego, co podobało mi się w dziewczynach. Za małe piersi, zbyt płaski tyłek, wychudzony wieszak. Jedynym jej atutem były długie nogi. Ale przez to była wysoka co też nie prezentowało się zbyt atrakcyjnie. Lepiej aby dziewczyna była zbyt niska, niż zbyt wysoka.
Miała szczęście, że Renee nie chciała tkwić w pieprzonym związku ze mną i odeszła. Gdyby nie to, pewnie nawet bym nie spojrzał na tę sukę. Była bezczelna i nie znała umiaru. A ponad to nie potrafiła trzymać się swojego miejsca. Kilka razy się z nią przespałem, gdy byłem wkurzony, a nikogo innego nie było obok a ta sobie wyobrażała Bóg wie co.
Może i to był błąd. Może nie powinienem tak postępować, ale pieprzyć to. Nigdy nikomu nie deklarowałem. Nigdy odkąd byłem dzieckiem. I możliwe że nawaliłem. Ale wszystko to robiłem, aby chronić ją.
- Wal się, Peterson – syknąłem, wymijając ją.
Poczułem szarpnięcie w okolicy ramienia i odwróciłem się do niej z westchnieniem. Czego ta idiotka jeszcze nie zrozumiała? Jej czas dawno minął, a ja miałem teraz większe zmartwienia na głowie.
- Mogę pomóc ci się odstresować – wymruczała przesuwając palcami po moim torsie.
Skrzywiłem się patrząc na nią i chyba tylko cudem nie splunąłem obok niej. Odsunąłem od siebie brunetkę, niemalże zmuszając się do tego, aby ją dotknąć i cofnąłem o krok, w stronę wyjścia.
- Widzisz, ta mała dziewczynka potrafiła zrobić o niebo więcej bez oddawania swojego ciała – powiedziałem uśmiechając się bezczelnie, po czym pchnąłem drzwi, wchodząc do klubu, czemu towarzyszyła masa przekleństw spomiędzy warg zostawionej dziewczyny.
- Vik! – zawołałem, choć wiedziałem, że usłyszenie mnie w tym zgiełku, byłoby cudem.
Zobaczyłem burzę blond włosów i przymrużyłem powieki. Znałem tę osobę, cholera, zbyt dobrze znałem. Przeczesałem tłum wzrokiem, doszukując się czarnowłosego chłopaka w towarzystwie blondyna, lecz go nie dostrzegłem. Zamiast niego, towarzyszyła mu mała blondynka. I ją poznałbym wszędzie.
- Vik! – krzyknąłem raz jeszcze, przy czym dostałem kilka krzywych spojrzeń innych osób, lecz tak naprawdę miałem je w dupie.
Liczyła się tylko ona.
Patrzyłem jak wychodziła z klubu i wyciągnąłem swój telefon, próbując się do niej dodzwonić. Co ona do cholery wyprawiała? River to zdecydowanie nie było odpowiednie towarzystwo dla niej. Dość wycierpiała przez tego frajera.
Kurwa, Cole, odbierz ten pieprzony telefon.
Jeszcze ludzie jak na złość nie chcieli mnie przepuścić, tylko jeszcze bardziej się zagęszczali. To był cholernie zły dzień. Wszystko poszło nie tak, jak pójść powinno.
Raz w życiu chciałem przestać się pilnować i hamować i skończyło się to pieprzoną porażką. Ludzie zawsze znajdą milion sposobów aby zniszczyć to, na czym nam zależy. Pieprzeni ludzie! Pieprzona Melanie.
Cole, odbierz ten pieprzony telefon!
Chyba zablokuję jej konto za ten wyskok. Cholera, w co ona się wpakowała. Nie myślała trzeźwo, tego byłem pewien. W jej żyłach ciągle krążył alkohol, teraz jeszcze zmieszany z adrenaliną, czy może i nawet frustracją. Pewnie byłem sobie winny, ale cholera! Nie mogła myśleć tak naiwnie, nie tego ją uczyłem!
Po jakimś czasie w końcu udało mi się przedrzeć do drzwi i niemalże od razu otworzyłem je z rozmachem, wypadając na zewnątrz. Rozejrzałem się próbując ją odnaleźć. Nie mogła przecież odejść daleko.
Moją uwagę przykuł szum silnika i zwróciłem się w tamtą stronę.
Czerwone porsche właśnie wyjeżdżało z parkingu, a mi krew zamarła. Pochwyciłem spojrzenie blondynki i poczułem jak żołądek wywrócił mi się o 180 stopni. Nigdy, przenigdy nie chciałem doprowadzić jej do takiego stanu. Nie mogłem doprowadzić jej do takiego stanu.
A jednak to się stało.
Przepraszam…
Błagam, Vik, wróć…


* * *


POV Vik

Obudziło mnie walenie do drzwi. Zmarszczyłam brwi, czując się tak, jakby zaraz miała mi pęknąć głowa. Obraz był zamazany, a ja byłam pewna, że nie byłam w swoim pokoju. Więc cholera gdzie byłam, skoro nie u siebie w mieszkaniu?
Potarłam piąstkami oczy i rozejrzałam się dookoła, przy tym niemalże od razu zrywając się z łóżka. Znałam ten pokój. Cholernie dobrze znałam ten pieprzony pokój. Spędziłam w nim ponad rok, po czym moje życie zamieniło się w piekło.
Spojrzałam na siebie i zobaczyłam, że miałam na sobie to samo, co na imprezie.  Może nie było tak źle, jak myślałam. Wyszłam z pokoju i niemalże od razu uderzyłam w czyjeś ciało. Uniosłam głowę i spotkałam czarne włosy, spod których połyskiwały mlecznobrązowe oczy.
Poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła.
Chłopak złapał mnie za ramiona, abym się nie wywróciła, lecz od razu się wyrwałam, cofając o krok, tym samym nadziewając na klamkę. Krzyknęłam z bólu i ten chciał doskoczyć, aby mi pomóc, lecz wyciągnęłam rękę przed siebie, uniemożliwiając mu to.
- Nie dotykaj mnie – syknęłam ostro, czując jak łzy napływają mi do oczu.
Przecisnęłam się obok niego, drżąc na całym ciele. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję i za wszelką cenę próbowałam do tego nie dopuścić, zbiegając po schodach na dół, ku źródłu hałasu, który mnie obudził.
Zobaczyłam przepychających się Nathana i Alana, przez co zacisnęłam palce. Zmarszczyłam brwi czując narastającą panikę i frustrację. Łzy cisnęły się do oczu, a żołądek podchodził do gardła.
- Co ja tutaj robię? – spytałam łamiącym się głosem i to oderwało ich od siebie.
Obaj spojrzeli w moim kierunku ze zmartwieniem i konsternacją wymalowaną na twarzach. I również obaj ruszyli w moim kierunku. Nate odepchnął od siebie blondyna, posyłając mu wrogie spojrzenie.
- Ty już wystarczająco zrobiłeś – warknął ostro, po czym przytulił mnie mocno do siebie.
- Zabierz mnie do domu – załkałam w jego tors, przygryzając mocno wargę.
Chłopak skinął głową wsuwając palce w moje włosy, oddychając miarowo i dopiero wtedy zrozumiałam, że dla niego przyjście tutaj było równie ciężkie. Przygryzłam mocniej wargę, kiwając delikatnie głową, aby pokazać, że możemy już iść.
Mijając blondyna widziałam, jak podniósł się z kanapy, patrząc na nas niczym spłoszony jeleń, lecz tylko pokręciłam głową, przyciskając policzek do torsu przyjaciela. Momentalnie do oczu napłynęły mi łzy.
I nie tylko.
Rzuciłam się biegiem przez siebie, wypadając z domu. Niegdyś mojego domu i upadłam na kolana, kolorując rabatkę zawartością swojego żołądka. Słyszałam jak krzyczeli moje imię, po czym ktoś odgarnął mi włosy z twarzy.
Wiedziałam, że to nie był skutek alkoholu wypitego w nocy. Nawet nie byłam pijana. To był odruch na obrzydzenie, zniesmaczenie. Bolesne wspomnienia. Żal, a w efekcie obrzydzenie do samej siebie.
Wyrwałam się z uścisku Nate’a, ścierając z policzków łzy i spojrzałam zeszklonymi oczami na Alana. Nienawidziłam go. Nienawidziłam go tak mocno, jak kiedyś kochałam. Zacisnęłam gniewnie pięści i splunęłam na jego buty, idąc szybkim krokiem do samochodu.
Nie musiałam się odwracać, aby wiedzieć, że chłopcy wymienili nienawistne spojrzenia, zanim szatyn podążył za mną. Obaj się nienawidzili niemalże od zawsze. Nie ważne ile mogłam się starać, aby ich pogodzić, nigdy mi to nie wyszło. I cholernie im za to teraz dziękowałam.
Zamknęłam za sobą drzwi, osuwając się na skórzane siedzenie i odrzuciłam wściekle głowę na zagłówek fotela. Co ja do cholery tutaj robiłam? Jak do cholery się znalazłam w domu, w którym nie byłam od miesięcy? W domu, w którym miałam spędzić resztę swojego życia…
- Jak się czujesz? – spytał chłopak, odpalając silnik.
Spojrzałam na niego, po czym ponownie wyjrzałam przez okno. Było to idiotyczne pytanie, biorąc pod uwagę, że właśnie pawiowałam, ryczałam i panikowałam jak małe dziecko. Do tego czułam, że będę miała siniaka w miejscu, gdzie nadziałam się na klamkę.
- A jak myślisz? – westchnęłam, na szczęście łagodnie.
Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu, a jedynymi dźwiękami przerywającymi tę ciszę były brzmienia piosenki Justina Biebera – Boyfriend. Wywróciłam oczami i jedyną myślą, która się uformowała było: szkoda, że ja nie mam kogoś takiego.
Przyjaciel jakby odczytując moje myśli, spojrzał na mnie, mrużąc swoje czekoladowe oczy i oblizał wargi. Jeśli czytał mi w myślach, miałam przekichane i to wiele razy. Oby tego nie robił, Boże, oby tego nie robił.
- Pamiętasz coś z wczoraj? – spytał ni stąd ni zowąd.
Przymrużyłam powieki przyglądając się przez chwilę temu jak nerwowo oblizywał usta, po czym znowu wyjrzałam przez okno, próbując sobie przypomnieć wydarzenia minionej nocy.
Przyglądając się mijanym drzewom oraz mknącym po niebie obłokom, próbowałam pobudzić szare komórki. Bar. Chyba whisky z colą.. a może z lodem… nie, raczej z colą. Następnie oplatające moją talię ręce.
Budka z lodami. Ouch, ale miałam ochotę na lody. Schłodziły ciało i ostudziły zszargane nerwy po porannej niezbyt miłej pobudce. Nasze dotykające się ciała, ciepło przepływające przez skórę, jakby przyciągała nas jakaś nie wytłumaczona siła.
Słońce raziło po oczach niemiłosiernie. W tym momencie żałowałam, że nie wzięłam swoich okularów przeciwsłonecznych. No tak, ale przecież jechaliśmy wieczorem. Narastające między nami podniecenie, odczuwalne w każdej komórce ciała. Zmysłowy taniec, zachęcające dźwięki..
Podkręciłam klimatyzację, ponieważ miałam wrażenie, że zaraz się ugotuję. Nie miałam na siebie zbyt wiele i praktycznie nic więcej nie mogłam ściągnąć. Jego wargi na mojej szyi, zostawiające niemalże palące ślady. Potrzeba więcej i więcej. Chęć zatopienia się w nim, złączenia. Jakbyśmy byli jednym ciałem…
A później pojawiła się Melanie.
To ona z nim była. Miała rację, nie pasowaliśmy do siebie. Poniosło nas. Mnie poniosło. Powinnam już dawno zdusić w zarodku to pieprzone, dziecięce uczucie, a nie poddawać je w wątpliwość, pozwalać mu wpływać na swoje decyzje.
To co się wydarzyło, nie powinno nigdy zajść. Byliśmy przyjaciółmi i nie powinniśmy wychodzić poza te granice. Nie mogłam dać mu tego czego chciał, na co zasługiwał. Nie byłam taka jak Melanie. Nie byłam taka jak jakakolwiek dziewczyna, z jaką się spotykał.
To był błąd i pewnie on myślał tak samo. Coś, co nigdy nie powinno się było wydarzyć. Coś, co pozostawiłoby na naszych relacjach piętno, jak blizna po paskudnym oparzeniu, o którym nie chce się pamiętać.
Gdyby można to było naprawić…
- Co do wczoraj…
- Nie – powiedziałam chłodno, patrząc hardym wzrokiem przez okno. – Niczego nie pamiętam.

1 komentarz:

  1. No nareszcie przeczytałam ten rozdział XD zapominałam i zapominałam. Wspaniale to wszystko napisałaś. Tak pięknie to tworzysz, że aż miło się czyta ;3 masz talent i pisz, pisz dalej *.*

    OdpowiedzUsuń