Rozdział 8

POV Nate

Przez całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Nie dlatego, że koleś, który mnie pilnował, nie pozwalał mi na to. Sam usnął w pewnym momencie, lecz niestety po kilkunastu minutach obudził się marudząc na swój psi los. Nie mogłem zasnąć, ponieważ przez cały czas patrzyłem na brudną, pobitą i przerażoną dziewczynę, przez co poczucie winy z każdą sekundą sięgało zenitu. Miałem ją ochraniać, nie dopuścić do tego co się stało. Obiecałem sobie, że nie pozwolę aby ktokolwiek ją skrzywił już wtedy, gdy zginęli nasi rodzice. A mimo to nie byłem w stanie uchronić jej przed najgorszym. Poświęcałem lata na przygotowanie jej do starcia, lecz nie potrafiłem jej przygotować na ból psychiczny. To, czego Ian się dopuścił nigdy bym nie przewidział. Wiedziałem, że Victoria jest silna i da sobie w życiu radę. Wiedziałem, że gdyby musiała się bić, poradziłaby sobie. Jednakże to, co się stało dotknęło jej stref intymnych, psychicznych i weszło na molestowanie. Nie znałem osoby, która by sobie poradziła z czymś takim bez problemu.
- Nate... - usłyszałem cichy szept, tak lekki jakby niesiony przez podmuch wiatru.
Spojrzałem w stronę cerbera, lecz ten ponownie zapadł w sen. Po chwili jednak znowu usłyszałem ten głos i byłem pewien, że nie mogłem pomylić go z niczym innym. Skupiłem swój wzrok na dziewczynie skulonej na betonowej podłodze i choć nie mogłem dostrzec ruchu jej warg, wiedziałem, że to ona wydawała ten słodki dźwięk. Przechyliłem głowę do boku, próbując ignorować stan szatynki i skupić się na tym, co było mi tak dobrze znane. Jej delikatność, lekkość palców, subtelne rysy twarzy, jedwabna skóra i aksamitna barwa głosu...
Przymrużyłem powieki, próbując dojrzeć jak najwięcej szczegółów z jej obecnej pozycji. Delikatnie się wyprostowała, wodząc palcami po swoich udach i dobrze wiedziałem do czego to zmierza. Otworzyłem szeroko oczy, słysząc jak cichutko mruczy moje imię i oblizałem wargi, sam nie wierząc w to wszystko. Nie chodziło nawet o to, że w takiej sytuacji potrafiła śnić o czymś takim... ale o to, że w ogóle śniła o czymś takim, mówiąc przy tym moje imię...
Spojrzałem w dół, na swoje spodnie i zakląłem w duchu. To było naprawdę cholernie seksowne i gdyby to działo się w innych okolicznościach, sprawiałoby to naprawdę niemałą przyjemność. W tamtej chwili jednakże zacząłem się bać. Co jeśli zobaczyłby to ten cerber? Powiadomił Iana? Nie byłbym w stanie uchronić swojej księżniczki, choć w tej chwili zdecydowanie nie zachowywała się po królewsku. Siłą woli próbowałem ją uspokoić, lecz wiara w to była naiwna. Modliłem się w duchu, aby nie zaczęła zachowywać się głośniej, w końcu jeśli chodzi o takie sprawy zawsze była nieśmiała.
Przygryzłem dolną wargę, delikatnie ją ciągnąc, widząc jak jej palce odnajdują zwieńczenie ud i zaczynają po nim błądzić, całkowicie niedoświadczone i niepewne w tym co robiły. Poczułem przyspieszone bicie serca i boleśnie wzrastające podniecenie. Odwróciłem głowę, aby się uspokoić i nie obudzić strażnika swoją reakcją na ruchy Vik, choć było to naprawdę trudne. Była tak blisko, a jednocześnie tak boleśnie daleko. Zacisnąłem powieki, poruszając się, gdy usłyszałem jej pełen podniecenia jęk i wiedziałem, że natrafiła palcami na swoje czułe miejsce. Poczułem wstrząsające mną przyjemne dreszcze i nie mogłem się powstrzymać od wyobrażenia sobie tej samej sytuacji, lecz gdybyśmy byli wolni. Od razu pomyślałem o tym ile razy i czy w ogóle coś takiego zdarzyło się w naszym domu. Cholera, od razu pokochałem jej łóżko skrywające w sobie tyle tajemnic.
Chciałbym móc odpłynąć, zatracić się w słodkich dźwiękach rozkoszny szatynki, lecz wiedziałem, że to było czymś niebezpiecznym. W każdej chwili mógł obudzić się cerber, wejść Morgenstern lub ktokolwiek inny, kto chciałby ją skrzywdzić, wykorzystując jej stan. Nie mogłem jej tak bardzo narażać przed egoistyczne pragnienia. Sam też wiedziałem, że nie chciałaby aby ktokolwiek, a tym bardziej ja, był świadkiem tej jej intymnej chwili.
Wziąłem głęboki oddech, błagając w duchu, że jeśli Bóg istnieje, to niech nam dopomoże. Jeśli miało mi się udać, potrzebowałem ogromnej miary szczęścia i chyba jedynie z Boską pomocą mogło mi się to udać. Dlatego wziąłem jeszcze jeden głęboki oddech i zacząłem krzyczeć ile sił w płucach, szamocząc się. Zacisnąłem powieki, udając, że to tylko zły sen, cały czas nie przestając się drzeć.
Nie minęła chwila, a usłyszałem huk upadającego cerbera, który zsunął się po konsoli i przygrzmocił o podłogę, nagle wyrwany ze snu. Jeszcze raz wrzasnąłem, po czym udałem, że się obudziłem pod wpływem uderzenia ciężaru kolesia w zetknięciu z podłogą. Od razu spojrzałem w kierunku szklanej ściany i zobaczyłem w pełni rozbudzone błękitne oczy dziewczyny. Odetchnąłem z ulgą widząc, że plan nie spalił na manewce. Przy upadku, dryblas spadając nacisnął guzik, przez co dźwiękoszczelna szyba zaczęła przepuszczać dźwięki w obie strony. Wiedziałem, że mój krzyk może ją jednocześnie przerazić, albo wydać się częścią snu. Miałem jedynie nadzieję, że nie wpadnie w panikę, a jeszcze większą, że się obudzi.
I się udało.
Spojrzałem w oczy zirytowanego dryblasa, lecz było mi wszystko jedno. Najważniejsze było to, że Vik była bezpieczna. Przynajmniej na tyle, na ile potrafiłem zapewnić jej tego bezpieczeństwa.
- Nathan...?

POV Vik

Mrok rozświetlały jedynie płomyki zapalonych świec, które rozstawione były po całym pokoju. Przygryzłam wargę opierając się o framugę drzwi, patrząc z uwielbieniem na ciemnowłosego chłopaka, siedzącego wygodnie na łóżku. Przesunęłam języczkiem po górnej wardze, mrucząc przy tym cicho. Wyglądał naprawdę niesamowicie. W blasku świec jego nagi tors przyprawiał niemalże o zawroty głowy, nie wspominając już o lekko rozchylonych wargach, które tak niesamowicie kusiły. Delikatnie zwilżone błyszczały, sprawiając delikatnie zaciskający się węzeł w okolicach podbrzusza.
Delikatnie odepchnęłam się od framugi, powolnym krokiem zmierzając w jego stronę. Każdemu krokowi towarzyszył charakterystyczny stukot obcasów. Widziałam wzrok, jakim mnie obdarzał, który niemalże palił moją skórę. Czułam się przez to piękna, pożądana i pewna siebie. Odrzuciłam do tyłu długie, brązowe włosy, powoli siadając na udach chłopaka, posyłając mu przy tym ponętny uśmiech. Myślałam o tym już od dawna, lecz żadne z tamtych rojeń nie było tak cudowne jak to, co działo się w tamtej chwili. Nathan niemalże pochłaniał wzrokiem moje ciało, okryte jedynie czarną, koronkową bielizną, która na dobrą sprawę nie zasłaniała zbyt wiele.
Poruszyłam się na nim niespokojnie, pocierając przy tym udami o materiał jeansów chłopaka, co wywołało cichy jęk. Oblizałam wargi, czując rozchodzące się fale gorąca, niemalże paląc żyły od środka. Pochyliłam się nad nim, muskając wargami skórę jego szyi, co wyrwało spomiędzy jego warg głęboki pomruk. Uśmiechnęłam się zadowolona, poruszając przy tym biodrami i delikatnie przygryzłam całowany fragment jego ciała, następnie przesuwając po nim języczkiem.
Poczułam jak jego dłonie zaczęły wędrować po moich plecach, wywołując przyjemne dreszcze. Chwilę później stanik znalazł się na podłodze, a delikatnie palce chłopaka zaczęły przesuwać się ku biustowi. Zachichotałam słodko, gdy przeturlaliśmy się tak, iż znajdowałam się pod ciężarem ukochanego. Oblizałam kusząco wargi, przesuwając opuszkami po umięśnionym ciałem chłopaka, mrucząc przy tym rozkosznie. Zadrżałam, unosząc biodra, gdy jego palce zaczęły wodzić po koronce fig, jakby był to najcenniejszy jedwab na świecie. Odchyliłam głowę do tyłu, pragnąc wszystkiego, czego i on chciał. Każdej formy przyjemności, bólu, rozkoszy. Czegokolwiek, byle nie drażniącego oczekiwania.
- Pokaż mi - szepnął wprost do mojego ucha.
Rozchyliłam wargi, spoglądając na niego zaskoczona, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi, lecz gdy przesunął wilgotnym palcem po mojej kobiecości, wydałam z siebie przeciągły, słodki jęk, czując jak wewnątrz mnie wybuchł ogień, paląc od wewnątrz, jednocześnie wołając o więcej i więcej.
- Nate... - zaskomlałam cichutko, gdy jego palce lekkie jak piórko muskały moje ciało.
Nie zorientowałam się, w którym momencie wsunęłam palec do ust, ssąc go i nawilżając jednocześnie. Gdy spojrzałam na chłopaka, widziałam pożądanie płonące w jego czekoladowych oczach, które pobudzało mnie do dalszego działania. Uniosłam delikatnie biodra do góry, zahaczając przy tym kciukami o koronkę dolnej części bielizny, zsuwając ją w dół. Widziałam ten błysk w oczach chłopaka, pełen pożądania, który nie pozwolił mi przestać. Dla tego nie chciałam przestać. Przygryzłam wargę, przesuwając palcami po swojej kobiecości, po raz pierwszy w życiu robiąc coś takiego. Miałam wrażenie, że wygląda to bardzo nieporadnie, lecz reakcja szatyna sprawiła, że te odczucia zniknęły. Podobało mu się to i chciał więcej.
Cały czas unosząc biodra, spoglądałam na chłopaka, który jak zahipnotyzowany wpatrywał się w ruchy moich palców. Uśmiechnęłam się, oblizując wargi, widząc jego reakcję na nawet najmniejszy ruch. Uniosłam wyżej biodra, aby miał lepszy widok i przesunęłam palcami w dół, co wywołało głośniejszy jęk. Odchyliłam głowę do tyłu, czując na sobie jego palące spojrzenie.
- Nate... - jęknęłam głośniej, a jego imię samo nasunęło mi się na usta.
Wodząc palcem w dół, poczułam wgłębienie, a im dalej wsuwałam palec tym większą odczuwałam rozkosz. Wydałam z siebie głośny, pełen podniecenia jęk, poruszając palcem w głąb i z powrotem. Jeszcze raz i jeszcze. Coraz szybciej, pobudzana słyszalnie szybkim oddechem ukochanego. Oblizałam wargi, odrzucając głowę do tyłu w odczuciu niesamowitej rozkoszy połączonej z czymś, czego nigdy wcześniej nie czułam. Czymś niesamowicie przyjemnym, jakby nadciągającą ulgą. Czułam, że to jest dobre, jednocześnie nie chcąc aby ta chwila się skończyła...
I w tym momencie usłyszałam głośny krzyk.
Poderwałam się, otwierając szeroko oczy. Dookoła mnie nie było już ciepłych płomieni świec, nie było śladu łóżka, ani Nate'a leżącego obok. Jednakże to był jego krzyk, tego byłam pewna. Rozejrzałam się dookoła, dopiero po chwili przypominając sobie to, gdzie się znajdowałam. Brudne pomieszczenie, do którego wrzuciło mnie kilku osiłków. Zacisnęłam wargi wściekła, lecz następnie przypomniałam sobie co wyrwało mnie ze snu.
- Nathan...? - spytałam cicho w ciemność, lecz odpowiedziała mi głucha cisza.
Skuliłam się mocno, poprawiając sukienkę, zaciągając ją mocno za kolana. Miałam nadzieję, że nikt nie oglądał mnie przez sen, a tym bardziej, że niczego nie robiłam w trakcie snu. Choć czułam wilgoć na palcach i dziwne uczucie w podbrzuszu, miałam nadzieję, że to efekt po śnie, niż cokolwiek innego. Choć z drugiej strony, było na tyle ciemno, że może nawet by niczego nie dostrzegli. Miałam ogromną nadzieję, że właśnie tak było.
Przez długi czas nie mogłam otrząsnąć się ze snu. Skłamałabym mówiąc, że nigdy nie pomyślałam o nim w takim sensie, w końcu po pamiętnej imprezie wiele razy myślałam 'co by było gdyby?', jednakże nie sądziłam, że to było... aż tak. Ten sen wydawał się niesamowicie realny, zupełnie tak, jakby dział się naprawdę. A jednak to tylko sen. Sen, który możliwe nigdy się nie spełni. Przecież Nate nigdy mnie nie znajdzie, a ja nawet jakbym uciekła, pewnie nigdy nie trafiłabym do domu.
Zacisnęłam mocno powieki, myśląc o tym, że mogłabym już nigdy więcej nie zobaczyć czekoladowych oczy chłopaka. Jego często nader chamskich tekstów, nigdy więcej nie zostać obudzoną przed bolesny trening. Nie móc czuć jego silnych ramion, otulających mnie w chwilach euforii i smutku. Pomyślałam o tym, że nie byłby już nigdy więcej częścią mojego życia i na samą myśl, łzy napłynęły mi do oczu. Choć często mówiłam, że go nienawidzę, nie chciałam żyć bez niego. Był kimś, na kim zawsze mogłam polegać, choć przez lata usilnie trzymałam się innej myśli. Ratował mi tyłek raz za razem, równie często pakując go w jakieś kłopoty. Ale to był ktoś, kto był przy mnie choćby nie wiem co.
W tamtym momencie, pod wpływem strachu i prawdopodobnie determinującej do działania, głupiej adrenaliny, postanowiłam że choćby nie wiem co, zrobię wszystko czego ci idioci ode mnie oczekiwali. Byleby tylko wrócić do domu, do Nate'a. Móc być przy nim, z nim, dla niego. Chciałam się nim opiekować, troszczyć się. Mogłabym nawet nie być tak pyskata, wredna, czy też bezczelna. Byleby był obok.
Dobra, nie. Wszyscy wiedzą, że nigdy nie potrafiłabym przestać być pyskata, wredna, czy też bezczelna, lecz mimo to mnie kochał i miałam nadzieję, że to nigdy się nie zmieni. Z drugiej zaś strony to, że byłam pewna siebie w niektórych sytuacjach, bezczelna, cyniczna, ironiczna, sarkastyczna, wredna, chamska to tak naprawdę nic takiego... to po prostu ja.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę i miałam ochotę krzyknąć. Po samej sylwetce i burzy włosów poznałam chłopaka, który był kiedyś mi tak bliski. Przełknęłam ślinę, nie dając tego po sobie poznać, ale jego zdrada wciąż była bolesna. Wiedział o nas wszystko. Nawet więcej niż my sami o sobie wiedzieliśmy, jak widać. Przygryzłam mocno wargę, patrząc jak brunet zmierzał w moją stronę. Przygotowałam się na uderzenie, którego wyczekiwałam przez dłuższy czas, lecz które nie nastąpiło.
Spojrzałam w górę i zobaczyła jego ciemne oczy, które w mroku przypominały węgiel. Miałam wrażenie, że na jego twarzy widziałam troskę, tak jak za dawnych lat, gdy byliśmy przyjaciółmi. Do oczu napłynęły gorące łzy i miałam ochotę rzucić się mu w ramiona, zatracając jak mała dziewczynka w objęciach ojca. Lecz w tym samym momencie w głowie zabrzmiały mi słowa, które przed laty powiedział mi Nate, tuż po tym jak się odnalazł...


- Nie bądź taka oschła, to wciąż ja - westchnął spoglądając na mnie znad talerza frytek.
Jego czekoladowe oczy patrzyły na mnie pełne smutku, bólu i tęsknoty, lecz nawet to nie potrafiło załagodzić poczucia zdrady, które każdego dnia, każdego roku kiełkowało w sercu. Odwróciłam głowę, próbując zachować harde spojrzenie i nie pozwolić napłynąć łzom do oczu. Wystarczająco się napłakałam przez poprzednie lata. Postanowiłam, że już nigdy więcej.
- Dlaczego zniknąłeś? - mruknęłam chłodno i zdecydowanie zbyt poważnie jak na nastolatkę.
- Uwierz mi, nie mogę - powiedział miękko, przez co czułam jak pęka mi serce. Kolejna rana do zabliźnienia się. Znieczulenia. Zacisnęłam powieki, starając się nie zwracać uwagi na jego błagalny ton, czy oczy szczeniaka. - Zapamiętaj tylko jedną rzecz, błagam. Nie każdy kto mówi, że jest przyjacielem, ma dobre intencje. Nie ufaj ludziom, którzy od razu się za nich podają. Zawsze się na nich przejedziesz. Nikt, kto jest obcym, nie jest przyjacielem.


Jak na irionię, pomyślałam wtedy, że mówił o samym sobie. A on mówił o ludziach. Możliwe, że chciał przez to powiedzieć to, co się stało. Mówił o takich osobach jak Alex.
Spojrzałam w oczy Browna, szukając w nich cienia osoby, którą znałam, lub wydawało mi się, że znałam. Nikt, kto jest obcym, nie jest przyjacielem. Alex, przyjaciel jakiego znałam, nigdy by się tak nie zachował. Nigdy nie był naszym przyjacielem. Był szpiegiem, pluskwą, która czekała na odpowiedni moment, aby wydać nas na cierpienie, chociaż wiedział przez co wszyscy przeszliśmy.
Biedna Marine.
- Czego chcesz? - jęknęłam zrezygnowana, spoglądając cały czas na niego.
- Pójdziesz ze mną - odparł tonem, jakiego nie byłam w stanie rozszyfrować.
Poczułam jak jego silne ramiona dźwignęły mnie na nogi, a następnie pchnęły do przodu. Nie tak mocno, żeby zwalić mnie z nóg, ale wystarczająco aby zabolało. W taki sposób, w całkowitej ciemności wyprowadził mnie z pokoju i prowadził przed siebie drogami tylko jemu znanymi, przez co raz po raz wpadałam na ściany, ich rogi. Co upadek, wydawałam z siebie głośne stęknięcie, czy też jęk na zmianę, jednakże chłopak nie pozwalał mi stracić na prędkości. Gdy w końcu wpadłam do jakiegoś pomieszczenia, usłyszałam trzask przełącznika, który włączył, a ciemność rozjaśniło słabe, migotliwe światło jarzeniówek. Dopiero wtedy spostrzegłam, że znaleźliśmy się w jakiejś łazience, jak na basenach, czy czymś w tym stylu. A może łaźnia pracownicza. Kilka prysznicy, ze ścianami zasłaniającymi człowieka tylko od łydek do szyi. Skrzywiłam się delikatnie, wiedząc o co chodzi.
- 5 minut, albo wejdę i ci pomogę - powiedział chłodno, patrząc na coś ponad moją głową.
- Chyba sobie żartujesz. 10, muszę się przecież jeszcze ubrać - mruknęłam, patrząc na niego hardo.
W tym samym momencie przypomniałam sobie to, co stało się poprzednim razem gdy mu się przeciwstawiłam. Choć w sumie w tamtej chwili nie miałam już wiele do stracenia. Przez chwilę patrzył na mnie, jakby rozważał moje słowa, analizując je na spokojnie. Ostatecznie skinął głową i podał mi złożone w kostkę ubrania, czystą bieliznę, ręcznik, szare mydło, szczoteczkę i pastę do zębów oraz szczotkę i gumkę do włosów.
- 10 minut, nie więcej. Włosy masz upiąć - mruknął, opierając się następnie o ścianę.
Zaklęłam i biorąc od niego rzeczy, wpadłam do jednej z kabin. Położyłam rzeczy na łączeniu ścianek i szybko odkręciłam wodę. Oczywiście nie miałam co liczyć na ciepłą wodę, więc krzyknęłam zaskoczona, czując lodowate strumienie wody, lecz nie miałam czasu na oswajanie się z tym. Szybko się namydliłam, a następnie spłukałam. Zostało mi jeszcze 5 minut. Szybko się wytarłam, ubierając. Wypadłam z kabiny, upinając mokre włosy w ciasny kok - nie wiedziałam co mnie czekało, lecz wolałam, aby nikt nie miał za co mnie złapać - i podbiegłam z pastą i szczoteczką do umywalki. Szybko, energicznie szczotkowałam zęby, starając się przy tym zrobić to jak najdokładniej. Po wypłukaniu ust podbiegłam do Browna, znowu czując ból w nodze, którą uszkodziłam podczas walki z nim.
- Brawo, zostało ci jeszcze pół minuty - odparł szyderczo.
Syknęłam coś pod nosem i wcisnęłam mu w ręce swoją brudną, do niczego nienadającą się sukienkę oraz ręcznik. Miałam na sobie moro bojówki oraz czarną bokserkę. Wyglądałam jakbym szła na wojnę i przez chwilę przeszło mi przez myśl, że może faktycznie tak jest, dopóki Alex nie zatrzymał się przed drzwiami.
- A teraz zawalczysz o swoje życie - powiedział, wciskając mi w dłoń pistolet i zanim się zorientowałam wypchnął mnie za drzwi, zamykając je szybko.
No to zabawa się zaczęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz