Rozdział 11

  POV Vik

Obudziłam się, gdy słońce dopiero budziło się do życia. Mimo długiej, męczącej nocy, czułam się wyspana i niesamowicie szczęśliwa. Spojrzałam na chłopaka, przygryzając wargę w szczęśliwym uśmiechu, próbując nie zacząć chichotać jak dziewczynka. Delikatnie przesunęłam palcami po jego policzku, przyglądając się jego śpiącej, spokojnej twarzy. Poczułam przyjemne uczucie, rodzące się w podbrzuszu i oblizałam wargi, mrucząc cicho, pod wpływem pojawiającej się ogromnej czułości względem Nate'a.
Po chwili wysunęłam się z łóżka, czując, że sen całkowicie mnie opuścił i poczułam, jak na moich policzkach zaczęły pojawiać się rumieńce. Wydarzenia minionej nocy, sprawiały iż czułam się zupełnie inną osobą. Radosną. Miałam ochotę krzyczeć i się śmiać, lecz ostatecznie przygryzłam wargę, aby nie obudzić śpiącego chłopaka,  wsuwając na siebie dolną część bielizny, oraz jedną z jego luźniejszych koszulek, która sięgała dołowy moich ud. Zachichotałam cicho, widząc proporcje jego ciała w stosunku do mojego i uśmiechnęłam się, widząc jaka jestem drobna.
Wskoczyłam na parapet, spoglądając przez okno na panoramę miasta skąpaną w nieśmiałym blasku porannego słońca, powoli wspinającego się na horyzont. Oparłam czoło o szybę i przymknęłam powieki, nie będąc w stanie powstrzymać promiennego uśmiechu, który za żadne karby nie chciał zejść z moich ust. Przesunęłam delikatnie opuszkami palców po udach, czując ich drżenie, a wspomnienia niesamowitej nocy same zalały falą mój umysł, przenosząc mnie kilka godzin wcześniej z formującym się w podbrzuszu przyjemnym uciskiem.

Poruszyłam się z cichym stęknięciem, mocniej zaciskając palce na ciemnych włosach chłopaka. Odchyliłam mocno głowę do tyłu, rozchylając wargi w niemym krzyku czując jego usta przesuwające się po szyi, dochodzące do obojczyków. Przymknęłam powieki, czując jego pieszczoty z przeciągłym, słodkim jękiem i instynktownie uniosłam biodra w jego stronę. Przez cienką koronkę bielizny, dokładnie czułam jego mięśnie, ocierające się o moje ciało, co skutkowało węzłem zaciskającym się w podbrzuszu.
- Jesteś tego pewna...?
Słysząc jego pełen troski głos, uśmiechnęłam się i ujęłam jego twarz w dłonie, pijając się w jego ciepłe, słodkie wargi. Gdy z jego piersi wydobył się stłumiony jęk, poczułam jeszcze silniejszą falą pożądania i delikatnie pociągnęłam za końce jego włosów z figlarnym uśmieszkiem.
- Nigdy niczego nie byłam bardziej pewna - wymruczałam przygryzając jego wargę w uśmiechu.
Zachichotłam widząc tajemniczy błysk w jego oczach i ponownie odchyliłam głowę do tyłu, czując jak jego zachłanne wagi zaczęły sunąć w dół, zaczynając od obojczyków, między piersiami... och, był w tym naprawdę niesamowity. Delikatne, leniwe pocałunki stawały się powolną, słodką torturą, tworząc atmosferę oczekiwania. Poruszyłam się pod nim z cichym westchnieniem rozkoszy, czując jak jego wargi dotarły do podbrzusza. Przesunęłam języczkiem po górnej wardze, gdy on zsuwał ze mnie figi, a czując jego wargi na wewnętrznej stronie ud, miałam wrażnie, że rozpadnę się na kawałki z oczekiwania. Kiedy jego wargi dotarły do zwieńczenia  ud, wygięłam ciało w półłuk, a spomiędzy warg wydobył się głośny, przeciągły jęk, zwiastujacy długą, pełną niespodzianek noc.

Kiedy się otrząsnęłam ze wspomnień, czułam rozchodzące się po ciele gorąc i byłam pewna, że policzki nie były już różowe, lecz czerwone. Zaśmiałam się cicho na tę myśl i spojrzałam w stronę łóżka z uroczym uśmiechem, napotykając spojrzenie czekoladowych oczu. Poczułam jak brakuje mi powietrza, widząc czułość na jego twarzy i oblizałam usta, nie mogąc się od niej oderwać.
- Hej - szepnęłam zsuwając się z parapetu i podeszłam do niego wolnym krokiem, po czym podeszłam do łóżka i wsunęłam się na jego uda, delikatnie na nich przysiadając.
- Czy ja śnię? - usłyszałam jego głęboki pomruk, a po chwili poczułam jego delikatne palce gładzące mój policzek. Uśmiechnęłam się, delikatnie wtulając się w jego dłoń i rozchyliłam wargi, aby coś powiedzieć, lecz mnie uciszył. - Nie budź mnie - dodał, a ja poczułam łzy w oczach.
- Nie śnisz - szepnęłam i pochyliłam się nad nim, czule muskając jego wargi, przepełniona szczęściem po brzegi.


* * *


Nucąc pod nosem wstawiłam wodę na kawę i chleb do tostera, wirując po kuchni w wyśmienitym nastroju. Aromat świeżo parzonych ziaren coraz bardziej roznosił się po domu, a ja czułam się jak we śnie. Wyciągnęłam z lodówki osełkę, a z pojemnika czosnek i zabrałam się za robienie aromatycznego masła, cały czas delikatnie kołysząc biodrami do własnej melodii.
Odrzuciłam do tyłu ciemne włosy, chichocząc cicho i wyciągnęłam ciepłe grzanki, kładąc je na talerz, piszcząc przy tym roześmiana, gdy zaczęły parzyć w palce. Rozłożyłam talerze i sztućce na stole i zakręciłam się dookoła własnej osi niczym mała dziewczynka, wybuchając przy tym perlistym śmiechem.
- Widzę, że ktoś ma dobry humor - usłyszałam za sobą głęboki głos chłopaka i odwróciłam się w jego stronę z uśmiechem. Wzruszyłam ramionami rozbawiona i przygryzłam dolną wargę, kołysząc się na piętach z miną niewinnego aniołka. - Coś ty ćpała, malutka? - spytał wybuchając śmiechem i ruszył w moją stronę z czułym uśmiechem.
Złapałam ścierkę z dłonie, zwijając ją i strzeliłam z niej w jego tyłek, zanosząc się głośnym śmiechem i odskoczyłam od niego na ugiętych kolanach z figlarnym uśmiechem. Brunet spojrzał na mnie zaskoczony, po czym pokonał dzielący nas dystans, z błyskiem w oku. Pisnęłam głośno, czując pieczący pośladek po uderzeniu i obrzuciłam go zirytowanym spojrzeniem, próbując powstrzymać śmiech.
- Łapy precz od mojego świętego tyłka! - pisnęłam roześmiana i tupnęłam nogą, posyłając mu na wpół rozbawiona, na pół nerowe spojrzenie, lecz jednak uśmiech wziął górę nad grymasem.
Zauważyłam spojrzenie, jakim obdarzył moje pośladki i poczułam jak po moim ciele zaczęła rozchodzić się fala gorąca, kumulująca się w podbrzuszu. Mimowolnie rozchyliłam wargi i spuściłam wzrok, wiedząc o tym że na policzki zaczęły wychodzić rumieńce.
- Jakiego twojego? - spytał głębokim głosem, a moim ciałem wstrząsnął drzesz. Głupia, zrugałam się z myślach z rozbawieniem. - Jest mój, ty go tylko nosisz.
Od razu podniosłam na niego swoje błękitne oczy zaskoczona, a już po chwili wybuchłam śmiechem, potrząsając głową na boki. Splotłam ręce na piersiach, unosząc wyzywająco brew, przesuwając przy tym językiem po górnej wardze leniwie, przykuwając jego wzrok i skupiając go na sobie. Wywróciłam oczami rozbawiona, przybierając jak najbardziej niedbałą postawę.
- One też są twoje? - spytałam spoglądając w dół, na swój biust i zaśmiałam się cicho.
- Wszystko jest moje - odparł, a na jego wargach pojawił się oszałamiający, zadziorny uśmiech.
Jęknęłam roześmiana i pozwoliłam mu się przyciągnąć, zarzucając ręce na jego ramiona. Przymknęłam powieki, rozchylając wargi pod wpływem czułego pocałunku. Zamruczałam wsuwając palce w jego włosy i delikatnie naparłam biodrami na jego uda, przez co warknął, przyciskając mnie do siebie jeszcze mocniej. Palce drugiej ręki zacisnęłam na jego ramieniu, z cichym, słodkim jękiem.
- Ekhem - usłyszałam mruknięcie od drzwi i niemalże odskoczyłam od chłopaka.
I pewnie bym się odsunęła, gdyby nie zacieśnił uścisku, uniemożliwiając mi to. Spojrzałam w jego oczy pytająco, lecz zaraz uśmiechnęłam się ciepło, widząc czułość w jego oczach. Przesunęłam palcami po jego policzku, ponownie muskając wargi ukochanego, chociaż przez chwilę starając się nie zwracać uwagi na Marine stojącą w progu i patrzącą na nas zbyt intensywnie.
- Pójdę pod prysznic - szepnął brunet, ponownie całując mnie przeciągle, po czym odsunął się i wyszedł przez drzwi, zostawiając mnie rozgorączkowaną sam na sam z jego siostrą i moją przyjaciółką.
Spojrzałam na dziewczynę, rumieniąc się delikatnie, chwiejąc się przy tym na piętach. Po chwili odwróciłam się na pięcie i wróciłam do szybkowania śniadania, przenosząc rzeczy na stół. Wszystko byleby tylko nie musieć spojrzeć w oczy przyjaciółki. Bałam się, że zobaczyłabym w nich zażenowanie, albo wręcz urazę, mimo jej reakcji poprzedniego wieczora. W końcu mogła sobie wszystko przemyśleć i dojść do wniosku, że jednak jej to nie pasuje.
Usłyszałam za sobą ruch i wiedziałam, że dziewczyna zaczęła podchodzić do mnie. Przygryzłam wargę w delikatnym uśmiechu i przełożyłam jeszcze półpłynne masło do miseczki, starając się skupić na czynności. Poczułam jej dłoń na swoich plecach i mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
- Następnym razem, postarajcie się nie jęczeć tak głośno - powiedziała wprost do mojego ucha.
Odwróciłam się w jej stronę z piskiem, lecz trafiłam ścierką w zamykające się za nią drzwi, a po domu rozniósł się perlisty śmiech przyjaciółki.
Cóż, przynajmniej nie była zła.

* * *


- Zabierz to, zabierz to, zabierz - zaczęłam piszczeć, czując napływające do oczu łzy. Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz byłam tak bardzo przerażona, ale nie mogłam logicznie myśleć. Jedyne co błąkało mi się po głowie to jedno słowo. Ból. Zacisnęłam mocno palce i spróbowałam się rozejrzeć, szukając dobrze znanych, czekoladowych oczu, lecz przez zasłonę łez nie potrafiłam go odnaleźć. - Zabierz mnie stąd.. - załkałam drżąc.
- Shhh, kochanie - usłyszałam obok rozbawiony głos chłopaka i poczułam jego dłoń na swoim ramieniu. - To tylko jedna, mała igiełka - dodał spokojnie, lecz wiedziałam, że z całej siły próbował się nie roześmiać.
- Jedna. Mała. Igiełka? Wiesz, że taką jedną małą igiełką wstrzykuje się truciznę skazanym na śmierć? - spytałam biorąc głęboki oddech i zacisnęłam mocniej palce na podłokietnikach fotela. - A co jeśli ta igła ma na sobie wirusa? Jeśli się czymś zakażę i umrę?
- Igła jest sterylna. Nowy klient, nowa igła. Naprawdę nie masz się o co bać, ślicznotko - powiedział właściciel zakładu. Był wysoki, nienajgorzej zbudowany. Blond włosy postawione na żel, a jego prawie ramię pokrywał rękaw tatuażu,a jego oczy miały w sobie coś z wilka.
Spojrzałam na niego i z jękiem skinęłam głową, zaciskając mocno palce na dłoni Nathana. Wiedziałam, że musze to zrobić. Właśnie to był jeden z podpunktów kontraktu który musiałam podpisać, a który odnowić musiał brunet. Miałam zostać oznaczona jak bydło, aby nie wmieszać się do innego stada. Nie wiedziałam co przerażało mnie bardziej - to jak bardzo przedmiotowo nas traktowali, czy to że wymagali szpecenia ciała, które zostawały na całe życie. Mniejsza z tym, że dzięki temu oznaczeniu to życie mże potrwać o wiele krócej niż normalnie.
Tym bardziej, że to nie malutki znaczek, który mogłabym zakleić plastrem, udając, że się zraniłam. Spojrzałam w oczy ukochanego, oddychajac spazmatycznie. Przed wizytą w studio, jeszcze raz przeanalizowałam tatuaż widniejący na jego palcu. Jęknęłam żałśnie. Inni mogli mieć małe krzyżyki, albo sierpy. Nasz "zdobiły" wijące się węże. Ogon zaczynający się na dłoni, oplatający palec dookoła, kończąc się głową tuż pod pierwszym łączeniem paliczków. Gdyby to nie oznaczało licencji na zabijanie i na bycie zabijanym, mogłoby to być całkiem ładne.
Kiedy to wszystko się skończyło, spojrzałam na dłoń chłopaka i syknęłam, głośno wciągając powietrze. Na jego skórze widoczne były krwawe rozcięcia, które pozostawiły moje zaciskające się paznokcie. Przesunęłam palcami po jego ranach i uniosłam je do swojej twarzy, delikatnie całując każdą z nich. Nie pomyślałam o tym, że mogłabym go skrzywdzić. W ogóle nie czułam tego, jak mocno go ściskałam i w tamtym momencie czułam ogromne poczucie winy. Spojrzałam w oczy chlopaka, lecz on już zdążył zabrać dłoń i schylił się czule muskając moje czoło, po czym poszedł do łazienki, umyć rękę.
Widziałam, że się znali oraz że Nathan był tu już conajmniej kilka razy, ponieważ bez pytania poszedł do łazienki i wyszedł z opatrunkiem. W sumie nie powinnam być zdziwiona, skoro sam miał taki sam tatuaż, ale mimo to coś... coś mnie w tym zaniepokoiło. Blondyn wyciągnął rękę do Nate'a, lecz ten ją zignorował i sam kucnął przede mną, zaklejając mi tatuaż i otulił go bandażem, na koniec skłądając w tamtym miejscu pocałunek.
- Teraz wiem, czemu odszedłeś, Wheller - powiedział blondyn z uśmiechem i dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to, jak przyjemny miał głos.
- Jak widać nie uciekłem daleko, Benson - westchnął Nathan z wyczuwalnym żalem i spojrzał na mój bandaż z wyrazem oczu, który rozdzierał mi serce.
Splotłam palce z ukochanym, idąc z nim w kierunku zaparkowanego w pobliżu Veyrona. Kiedy znaleźliśmy sie już w środku, szybko przestałam zwracać uwagę na otaczające nas drzewa, budynki i otoczenie. Przymknęłam powieki, pozwalając się ciału osunąć na fotel samochodu. Przez długi czas zastanawiałam się daczego Cobra. Oczywiście, nie dlaczego akurat ta mafia, to pytanie byłoby wręcz żałosne. Zastanawiałam się dlaczego taka nazwa. Dlaczego tatuaż na palcu wskazującym. Nie z cynizmu, lecz z własnej ciekawości. I przyszła mi do głowy jedna myśl. Szatan. Diabeł przyszedł na ziemię pod postacią węża. Był przebiegły, podstępny i zabójczy. Niepozorny, niełatwy do zauważenia. Kobra pochodzi z rodzaju zdradznitowatych. Zdrada. Zdrada własnych wartości. Zdrada ofiar, do których trzeba się podstępnie zbliżyć. Chcą zobić z nas ludzi bezdusznych, demonicznych.
Tatuaż na palcu wskazującym. Tym samym palcu, którym naciskamy na spust, decydując o tym, kto ma żyć, a kto nie. Tak, jakbyśmy byli żądni władzy równej Bogu. Jak Diabeł, który zazdrościł mu właśnie tego. Jej rozłożony kaptur przy uniesionej głowie, ukazane na tatuażu, pokazuje ją gotową do ataku., odsłoniętą. Pokazującą swoje prawdziwe, bezwzględne odbicie.
Poczułam wzbierające mdłości i wręcz wstręt do samej siebie, a jednocześnie obawę o to, jakiego to wszystko zrobi ze mnie człowieka. Wiedziałam, że to nie może być niczym dobrym w naszym życiu.
Sięgnęłam po rękę chłopaka i dopiero kiedy drgnął, zauważłam jak bardzo się trzęsłam, a ze zdenerwowania spociły mi się dłonie. Szybko wytarłam ręce w uda, próbując uspokoić rozszalałe serce. Spojrzałam przez okno i zmarszczyłam brwi, widząc jak zwalniamy przed schroniskiem dla psów. Spojrzałam zaskoczona na Nathana, lecz ten już wysiał z auta i okrążył je, otwierając drzwi od mojej strony. Wysunęłam się, ujmując jego dłoń i bez słowa pozwoliłam mu się wprowadzić do środka.
- Co tutaj robimy? - spytałam kiedy wpuścili nas do środka i zaczęliśmy iść między boksami. Spoglądałam na zwierzęta, które wyglądały na tak smutne, że aż ściskało mi serce. Miałam nadzieję, że Cobra nie zabierze mi tej części człowieczeństwa.
- Pomyślałem, że może.. wzięlibyśmy psa? - spytał i potarł dłonią swój kark widocznie zmieszany. Uśmiechnęłam się na ten widok i podeszłam do niego, czule muskając usta ukochanego, przy czym bez słowa skinęłam głową, ruszając przed siebie.
Spoglądałam na małe i duże zwierzęta i wszystkie wydawały mi się tak samo samotne. Chciałam wziąć je wszystkie, ale wiedziałam, że to nie było możliwe. Zawsze marzyłam o chow chowie, lecz kto by oddał do schroniska chow chowa? No właśnie. Poza tym schronisko to nie koncert życzeń. Tam zawsze były zwierzęta potrzebujące ciepłego domu i kochającej ich rodziny. Kucnęłam przed boksem z rudym kundlem, który leżał skulony w rogu klatki. Przysunęłam dłoń do jego klatki, lecz ten tylko spojrzał na mnie tymi smutnymi oczami i smuścił pysk na łapy. Spojrzałam na klatkę i zobaczyłam napis "zarezerwowany". Miałam tylko nadzieję, że trafi do dobrego domu.
Idąc dalej boksami, spoglądałam na psy, aż w końcu zauważyłam jego. Stanęłam jak wryta, czując rozchylające się wargi i nic nie mogłam na to poradzić. Czułam się jak w transie, podchodząc do niego powoli, po czym uklęknęłam przy klatce, przeciskając palce przez rurki i potknęłam małej, jasnej kulki. Poczułam łzy w oczach widząc małego, przerażonego, piaskowego labladora i wzięłam głęboki oddech.
- Znalazłaś? - usłyszałam obok siebie głos chłopaka, który kucnął obok mnie.
- Max... - szepnęłam cicho, głaszcząc po pyszczku malucha.
- Znasz go?
Potrząsnęłam głową z delikatnym uśmiechem i spojrzałam w czekoladowe oczy ukochanego, czując się tak, jakbym miała się zaraz rozkleić.
- Nie - szepnęłam przygryzając wargę w promiennym uśmiechu i spojrzałam na pieska. - Ale to jest nasz Max.


* * *


Po podpisaniu papierów, zabraliśmy Maxa, który cały czas siedział mi na kolanach, jakby bojąc się ode mnie odsunąć. Głaskałam malca za uchem, co jakiś czas spoglądając na chłopaka w promiennym uśmiechu. Czułam się rozentuzjazmowana niczym małe dziecko i zapomniałam o depresyjnych rozważaniach na temat Cobry. W tamtej chwili cała moja uwaga była skupiona na nowym członku rodziny, który usnął na mnie chwilę po tym, jak wsiedliśmy do samochodu. A mimo to nie potrafiłam oderwać od niego wzroku na dłużej niż kilka sekund.
Kiedy zauważyłam, że nie jedziemy do domu, tylko w stronę plaży, zmusiłam się, aby oderwać wzrok od małej kulki ulokowanej na moich kolanach i spojrzałam na chłopaka, lecz on nie zdradzał niczego po sobie. Kiedy pochwyciłam jego spojrzenie, uśmiechnął się do mnie czule i zajechał na parking. Zmarszczyłam pytająco brwi i pogłaskałam maluszka za uszkiem, chichocząc cicho.
- Muszę zawiązać ci oczy... - szepnął, a po chwili satynowa wstążka zasłoniła mi powieki i nie widziałam nic poza głęboką ciemnością, która otaczała mnie ze wszystkich stron.
Przytuliłam do siebie szczeniaka, chichocząc pod nosem. Normalnie bałabym się, że się przewrócę, gdyby nie to że chłopak wziął mnie na ręce, pozwalając mi trzymać Maxa w ramionach, co z boku mogło wyglądać komicznie. Jednakże on sobie bardzo dobrze radził nawet z naszym obciążeniem, co wywołało uśmiech na mojej twarzy i przygryzłam dolną wargę.
Kiedy doszliśmy na miejsce, powoli powstawił mnie na piasku. Wysunął z moich dłoni szczeniaka, a mój jęk niezadowolenia wywołał jego cichy śmiech. Po chwili wsążka zsunęła się z moich oczu ukazując coś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Na delikatnym podwyższeniu, w altance gdzie normalnie stało kilka ławet dla przechodniów zmęczonych słońcem, stał teraz pięknie zastawiony stół z aromatycznym jedzeniem. Pod sufitem wisiało wiele lampek choinkowych, które oplatały też pale altanki. Zasłoniłam dłońmi usta i zaśmiałam się cicho, spoglądając na chłopaka wzruszona, lecz nie mogła wydobyć z siebie ani słowa.
- Shhh - szepnął obejmując mnie czule ramieniem i musnął wargami moje czoło, przy czym widocznie musiał wyczuć jak bardzo zdrżałam, ponieważ otulił mnie mocniej. - Wszystko dla mojej dziewczyny - wymruczał mi do ucha, a ja cicho załkałam ze szczęścia.
Wiedziałam, że od teraz będziemy szczęśliwi. Na tyle szczęśliwi, na ile pozwoli nam Cobra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz