Rozdział 10

  POV Vik

Zeszliśmy na dół najciszej jak potrafiliśmy, wciągając do płuc głęboki wdech powietrza. Gdy podeszliśmy do drzwi. Stanęłam przy ścianie, mierząc w ich kierunku, a Nate spojrzał przez wizjer. Potrząsnął głową, pokazując, że nic nie widzi i złapał za klamkę, po czym za nią gwałtownie pociągnął, otwierając drzwi szeroko, od razu mierząc bronią przed siebie.
- No, no. Strzelisz do mnie? - usłyszałam rozbawiony głos Iana, przez co palec zadrżał mi na spuście.
Dostrzegłam wahanie na twarzy Nate'a i zrobiłam krok w stronę drzwi, chcąc kogokolwiek zobaczyć. Wtedy poczułam silny ucisk na nadgarstku, przez broń, która wysunęła się z mojej dłoni, uderzyła z hukiem o podłogę. Wyniosłam nogę i wymierzyłam silny kop w krocze napastnika, a gdy mnie puścił, z półobrotu kopnęłam go w twarz, przez co upadł na podłogę ze skowytem.
Poczułam jak ktoś obejmuje mnie mocno od tyłu i już miałam zrobić to samo, co przed chwilą, gdy moich uszu doszedł nieprzyjemny głos, paraliżujący całe ciało.
- Świetnie. Ale zrobisz tak raz jeszcze, a zabawię się z tobą ostrzej niż w fabryce - wymruczał Ian do mojego ucha, a żołądek podszedł mi do gardła.
Następnie pchnął mnie na kanapę, a chwilę później Nathan wylądował obok, ciskając piorunami w oczy w stronę intruzów. Zacisnęłam wściekła wargi i uniosłam wysoko brew, starając się nie wybuchnąć, a spoglądając z ukosa na przyjaciela, widziałam, że on próbuje tego samego. Żyła na jego szyi poruszała się szybko, delikatnie drżąc, a przez głowę przeszła mi myśl, jak to by było ją pocałować.
- Było warto, Nathan? Odejść od nas dla niej? - spytał jakiś mężczyzna, którego nie widziałam wcześniej, z odczuwalnym obrzydzeniem, lecz Ian uniósł dłoń, uciszając go. I dobrze, ponieważ jeszcze chwila, a szatyn by nie wytrzymał i coś rozwalił. Prawdopodobnie głowę owego mężczyzny.
- Mam dla was propozycję - powiedział blondyn, posyłając nam jeden ze swoich bezczelnych uśmieszków, pokazując, że tak naprawdę nie mamy tutaj wiele do powiedzenia i osunęłam się na oparcie kanapy. - Damy wam spokój. Jeśli coś dla mnie zrobicie. - dodał wyciągając z teczki plik papierów, które wyglądały jak umowy. Następnie rzucił je na stół, a ja spojrzałam ukradkiem na przyjaciela, który jedynie wzruszył ramionami.
Zrezygnowany Nathan Wheller? A to niespodzianka.
Wzięłam do ręki jedną z umów i przeleciałam po niej wzrokiem, po czym zacisnęłam wargi w wąską linię. Zdecydowanie mi się to nie podobało. Otwarcie spojrzałam na Nate'a, widząc że i on przegląda swój plik, a z jego miny wywnioskowałam, że czuł to samo co ja.
- To jakiś żart? - spytałam unosząc wyzywająco brew, przyglądając się Ianowi.
- To cena wolności - westchnął teatralnie i już miałam zryw, aby do niego doskoczyć, gdy przyjaciel położył dłoń na moim udzie. To nie byłoby mądre zagranie.
- Jakiej wolności?! Z uciekania przed wami, wpadniemy na uciekanie przed policją - warknęłam, zaciskając palce w pięści, a głowa rozbolała niemiłosiernie. Miałam dość tych kolesi i nie wiedziałam jakim cudem Nate ich jeszcze stąd nie wkurzył.
- Widziałem na co cię stać. Jesteś dobra, w końcu uczył cię sam Nathan, którego z kolei uczyłem ja - odparł z dumnym uśmiechem, a ja spojrzałam na przyjaciela zaskoczona. Ściągnęłam wargi w dzióbek, posyłając mu spojrzenie "zapomniałeś mi o tym powiedzieć?!". - Wracając do tematu. Jesteście dobrzy, nie powinni was złapać, jeśli będziecie uważać.
- Nie zabiję człowieka - odparowałam ostro.
- Owszem, zabijesz. I to nie jednego, o ile zależy wam na sobie i na małej Marine...
- Odpieprz się od niej - syknęliśmy z Nathanem w tej samej chwili.
Ian spojrzał na nas, po czym się roześmiał, kręcąc głową widocznie rozbawiony zaistniałą sytuacją. Ten mężczyzna wywoływał we mnie najgorsze uczucia. I to najwidoczniej nie było czymś dziwnym, ponieważ sam Nathan zaczął się delikatnie trząść.
- Nie będziemy jej w to mieszać, przez relacje z Brownem. Mogłaby sobie nie poradzić z emocjami. Ale to tylko od was zależy wasza przyszłość - dodał i podał nam długopisy, patrząc wyczekująco na każdego z osobna, przez co poczułam narastające mdłości.


* * *


- To jest totalnie poroniony pomysł!- jęknęłam, gdy "goście" opuścili nasz dom i osunęłam się na poduszkę, a ciało spoczęło na miękkiej, tak dobrze mi znanej, kanapie.
- Jesteś dobra - odparł Nate, siadając w moich nogach, które wziął na swoje uda, zaczynając masować moje stopy.
- Co to miało znaczyć, że Ian cię trenował? - spytałam i podciągnęłam nogi do siebie, siadając na kanapie i podciągnęłam kolana pod brodę, spoglądając na chłopaka oskarżycielsko.
- Vik..
- Nie, chcę wiedzieć co to miało znaczyć - powiedziałam ostro, cały czas wpatrując się w sylwetkę przyjaciela, przy czym zwilżyłam wargi języczkiem. I w tym momencie oboje wiedzieliśmy, że następnych kilkanaście minut nie będzie przyjemnych, niezależnie od wyniku "wojny" o prawdę.
Chłopak rozchylił swoje wargi, po czym je zamknął i tak jeszcze kilka razy, widocznie starając się zebrać myśli. Przygryzłam dolną wargę, podziwiając zarys jego szczęki przy każdym ruchu. Zacisnęłam uda razem, czując to dziwnie przyjemne uczucie, które zaczynało budzić się w podbrzuszu i ponownie oblizałam usta, próbując się skupić na czymś innym niż jego idealnym ciele.
- Miałem wtedy siedem lat... - usłyszałam cichy głos chłopaka, który wywołał dreszcze.
Spojrzałam na niego z troską i wtedy wiedziałam, że przymuszanie go do tego nie było dobrym pomysłem. Przysunęłam się do niego, przesuwając palcami po jego plecach, chcąc jakoś mu ulżyć. Nienawidziłam patrzeć na niego, gdy był smutny, a tym bardziej gdy wydawał się tak... zagubiony.
- Nie musisz, przepraszam... - szepnęłam wsuwając się pod ramię chłopaka i spojrzałam na niego zmartwiona.
Gdy spojrzał w moje oczy, zobaczyłam w nich ból i strach. Nie widziałam już tego silnego dwudziestolatka, który kilka godzin wcześniej był gotów zabić, który pomógł mi uciec i który w panice postanowił zabrać siostrę do domu. Zobaczyłam małego, przerażonego chłopca, który potrzebował oparcia i czułości.
Poczułam napływające do oczy łzy i to był całkowity impuls. Przysunęłam się do niego, delikatnie muskając jego wargi swoimi. Poczułam jak zadrżał pod wpływem lekkości pocałunku, po czym jego usta delikatnie się rozchyliły, a dłonie czule oplotły moją talię, wywołując cichy, przeciągły jęk. Wsunęłam się na jego kolana, siadając okrakiem i wsunęłam palce we włosy chłopaka, przymykając powieki z cichym, rozkosznym pomrukiem. Czułość z jaką połączyły się nasze języki, była wręcz nie do opisania. Powolne ruchy, wręcz delektując się tą chwilą. Chwilą, którą wyobrażałam sobie tak wiele razy. Poczułam jego palce, odgarniające mi z twarzy zbłąkane kosmyki, a gdy otworzyłam oczy, spotkałam jego zamglone spojrzenie i rozkoszny uśmiech, przez co sama uśmiechnęłam się zawstydzona.
- Nie masz pojęcia jak długo czekałem na tę chwilę - szepnął z uśmiechem, wodząc opuszkami palców po mojej twarzy, jakby ucząc się jej na pamięć.
Każdej wypukłości, każdego załamania. Poczułam przyjemny dreszcz rozchodzący się po całym ciele, przez co poruszyłam się na jego udach, oblizując wargi z pomrukiem.
- Uwierz mi, że wiem - szepnęłam, znowu pochylając się nad nim, złączając nasze wargi w czułym pocałunku. - Powinniśmy iść do Marine - wymruczałam, po czym się roześmiałam słysząc niezadowolony pomruk Nate'a.

* * *


POV Nate

Cały czas byłem zamroczony tym, co stało się kilkanaście minut wcześniej. Ten pocałunek... tak długo na niego czekałem. Tak bardzo się bałem zrobić ten krok, tym bardziej po pamiętnej sytuacji w klubie. A teraz te marzenia i rojenia stały się rzeczywistością. Tylko, że te wyobrażenia niedostały nawet to pięt temu, co miało miejsce. Taka delikatna i słodka. Niewinna.
Spojrzałem w bok i natrafiłem na jej szczęśliwe, błękitne oczy, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. Całkiem tak, jakby ostatnie dni nie miały miejsca. Tak, jakby Ian dzisiaj nie zmusił nas do czegos całkowicie absurdalnego. Wiedziałem, że nie mogę dopuścić aby stała się jej krzywda. Wiedziałem to kiedyś i byłem tego pewny jeszcze bardziej po tym, co się wydarzyło.
- Powiecie mi w końcu, o co chodzi?! - wyrwał mnie z zamyślenia zdenerwowany głos siostry. - Słyszałam hałas i krzyki. Zabraliście nie z domu i nie mogę się skontaktować z Alexem. Co tu się do diabła dzieje?!
- Uspokój się i pozwól wyjaśnić - powiedziała blondynka, a ja przygryzłem wargę pod wpływem jej barwy głosu, czując rozchodzące się po ciele dreszcze. Delikatnie skinąłem głową, biorąc głęboki oddech.
- Miałem siedem lat... - zacząłem, czując ból związany z tamtymi wydarzeniami.
Wtedy zobaczyłem ruch, a Victoria usiadła obok mnie, wtulając się w bok i zaczęła wodzić palcami po moim boku, co trzeba było przyznać, działało bardzo kojąco. Musnąłem wargami czoło dziewczyny i wziąłem ponownie głęboki oddech, próbując skupić się na tym, co powinienem był powiedzieć już dawno temu.
- Miałem siedem lat, gdy wrócili. To było kilka tygodni po śmierci naszych rodziców. Pojawili się znikąd i zadawali mnóstwo pytań. Pytali o rodziców, rodzinę. O was - powiedziałem przymykając powieki, starając się odeprzeć zmartwione twarze dwóch kobiet, które kochałem najbardziej. - Powiedziałem, że ciocia z wami gdzieś wyjechała, a ja miałem szlaban i zostałem. Czułem, że nie są dobrymi ludźmi. Nie zorientowałem się, a siedziałem w ich aucie. Przez następne lata byłem szczuty, traktowany jak... - wziąłem głęboki oddech. Nie powinny były wiedzieć, jak bardzo źle tam było. Nie chciałem ich martwić. - Gdyby nie świadomość, że jesteście gdzieś tam, zastrzeliłbym się, gdy tylko dostałem do ręki broń. Lecz wiedziałem, że wtedy wróciliby po was. Próbowali różnych sztuczek, gdy robiłem się obojętny. Grozili. Cały czas byłyście pod obserwacją, dostawałem zdjęcia, abym nigdy o tym nie zapomniał - wyznałem i mocniej przytuliłem do siebie blondynkę, czując jak jej nogi oplatają moje. - Pewnego dnia powiedzieli, że szykuje się pogrzeb, kogoś, kogo kocham. Niewierzyłem im, wtedy pokazali mi wycięty nekrolog, gdzie była tylko data śmierci, miasto i nazwisko. Byłem pewien, że to Marine, albo że Vik przyjęła nasze nazwisko, dla niepoznaki. Powiedziałem, że odchodzę. Ian się roześmiał, lecz nie żartowałem. Powiedziałem, że jeśli ktokolwiek stanie mi na drodze, zabiję go. Jeden spróbował, lecz gdy wylądował na szafce, to przestał. Wtedy Morganstern powiedział, że nie znam dnia, ani godziny. I właśnie powrócili - westchnęłem przeczesując blond włosy dziewczyny. - Tak bardzo przepraszam, kochanie - dodałem, patrząc w jej oczy z poczuciem winy.
Lecz ona nie czuła się przybita. Patrzyła na mnie z mieszaniną troski i czułości, po czym delikatnie się uśmiechnęła i podparła na łokciachm a jej ciało napięło się w seksowny sposób, przez co leniwie oblizałem wargi.
- Nic mi nie jest. Dzięki tobie - wymruczała i po raz kolejny tego dnia mnie pocałowała, a ja poczułem napływającą krew tam, gdzie w tej chwili nie powinno być jej za dużo.
- Chcielibyście mi o czymś powiedzieć? - rozległ sie zaskoczony głos Marine, przez co odsunęliśmy się od siebie. Blondynka zwinnie wsunęła sie między moje nogi, plecami opierając się o mój tors, a jej policzki się zarumieniły, przez co cicho się zaśmiałem. - Jesteście razem?
Spojrzeliśmy sobie z Victorią w oczy, po czym się oboje roześmialiśmy delikatnie i spletliśmy nasze palce razem, uśmiechając przy tym w ten specyficzny sposób, przypisany jedynie zakochanym, po czym poczułem delikatne muśnięcie jej warg na swojej szyi, co wydobyło głęboki pomruk z mojego wnętrza.
- Od dłuższego czasu chciałam to zrobić - wymruczała i przygryzła dolną wargę, przez co wyglądała jeszcze bardziej kusząco. Następnie spojrzała na moją siostrę i skinęła głową entuzjastycznie, jak małe dziecko. - Na to wygląda - szepnęła, lecz nawet jeśli coś później jeszcze mówiła, nie było tego słychać.
Rozległ się głośny krzyk, po czym oboje poczuliśmy jak uderzyło w nas coś stosunkowo ciężkiego. Następnie czyjeś ręce nas mocno oplotły i rozległy się piski i śmiechy, po czym roznałem, że to atak młodszej siostry.
- Tak się cieszę! O Boże, już myślałam, że nigdy nie wpadniecie na to, że do siebie pasujecie, matołki - powiedziała i znowu się roześmiała, po czym zeskoczyła z łóżka i odtańczyła taniec szczęścia, mamrocząc coś po muzumańsku, przez co wraz z blondynką zaczęliśmy sie trząść ze śmiechu. Jednak nie mogłem skupić się na niczym innym niż jej tyłeczku ocierającym się o materiał moich jeansów.
- Dobra, robi się późno, a dziś był naprawdę cieżki dzień. Powinnaś iść spać, mała - powiedziałem do siostry, biorąc Vik na ręce, która się roześmiała jedną ręką obejmując mnie za szyję, drugą zaś machając dziewczynie.
Po opuszczeniu pokoju siostry, zaczęliśmy iść w kierunku pokoju blondynki, lecz w ostatniej chwili złapała się palcami za drzwi mojej sypialni. Spojrzałem na nią zaskoczony, lecz ona wzruszyła niewinnie ramionami i zatrzepotała rzęsami, wywołując tym samym u mnie promienny uśmiech. Musnąłem jej wargi, po czym wszedłem do pomieszczenia, powoli opuszczając dziewczynę na podłogę, a ta zamknęła drzwi na klucz. Następnie uśmiechnęła się uroczo i podeszła wolnym krokiem do wieży umieszczonej w rogu pokoju puszczając przyciszoną muzykę. Zasunęła zasłony, tworząc nastrojowy pół mrok, przez co potrząsnąłem delikatnie głową. Nie wiedziałem czym jeszcze mogłaby mnie zaskoczyć.
Podszedłem do niej i zaczesałem zbłąkany kosmyk włosów za jej ucho z delikatnym uśmiechem i spojrzałem w jej oczy, które w półmroku miały kolor głębokiego granatu. Przyłożyłem dłoń do jej policzka, delikatnie gładząc go kciukiem, aż zaczepiłem nim o wargi blondynki. Spoglądałem na nią, podziwiając kształt jej ust, oczu, całe jej ciało. Tak bardzo chciałem tej chwili iż wydawało mi się, że to sen. Zbyt piękne, aby mogło być możliwe. Lecz nie chcialem się budzić, jeśli to był sen, to był najpiękniejszy z możliwych.
- Jesteś taka piękna - szepnąłem, przez co jej policzki przybrały różowej barwy i zachichotała cicho, puszczając głowę zawstydzona. - Nie, nie. Nie chowaj się. Musisz nauczyć się przyjmować komplementy - wymruczałem i uniosłem jej pobrzudek, muskając jej wargi, a w reakcji jej ciało przylgnęło do mojego.
- Zobaczymy czy do rana nie zmienisz zdania - zaśmiała się cicho i popchnęła mnie na łóżko, na które oboje miękko opadliśmy, zaczynając chichotać.
Po chwili usiadła na moich udach, prostując plecy i odchyliła głowę do tyłu, pozwalając włosom spłynąć po plecach. Zsunęła z siebie koszulkę, zostając w samym staniku, a jej naprężone ciało idealnie się prezentowało. Przy każdym ruchu, czułem jej krocze ocierające się o moją męskość i już wtedy wiedziałem, że ta noc będzie długa. I najpiękniejsza w moim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz