POV Vik
- Powiesz mi, co twoja zapchlona torba robi w mojej uroczej sypialni? Cole, przysięgam, że jak cię dorwę to tak ci nako... - usłyszałam głos blondynki jeszcze zanim ją zobaczyłam, lecz urwała, gdy tylko ona dostrzegła mnie. Zastanawiałam się, czy wyglądałam naprawdę aż tak paskudnie, czy może jednak po prostu zobaczyła coś w otoczeniu, w którym się znajdowałam co ją zaniepokoiło. - Kochanie, co się stało?
Cholera, czyli jednak chodziło jej o mnie. Odwróciłam głowę, ścierając z policzków rozmazany tusz, udając, że wcale go niewidziała, a ona jako dobra przyjaciółka, pozwoliła mi na to. Po chwili odwróciłam się w jej stronę zupełnie tak, jakbym dopiero co ją zobaczyła i przywołałam na usta zdecydowanie zbyt szeroki uśmiech, co musiało wyglądać bardzo sztucznie.
- Też się cieszę, że cię widzę, Beth - westchnęłam i wyciągnęłam ręce w stronę przyjaciółki. Dopiero wtedy zaważyłam jak bardzo drżały oraz to, że wciąż zaciskałam telefon w dłoni.
Żadnych pytań. Żadnego pocieszenia. Po prostu usiadła obok mnie i przytuliła mnie do siebie, głaszcząc delikatnie po głowie. Nigdy jej nie powiedziałam jak bardzo ten gest przypominał mi o mamie. Gdy byłam mała i rozbiłam kolano, przez co płakałam niemiłosiernie głośno, zawsze brała mnie na kolana i przytulała do siebie, głaszcząc po głowie. Tak samo, jak robiła to Beth.
Ktoś kiedyś zapytał mnie, czy mogłabym wybaczyć mordercom moich rodziców. Rodziców moich przyjaciół, mojego chłopaka, którzy byli dla mnie jak wujowstwo. Spojrzałam tej osobie prosto w oczy z widoczną obojętnością na twarzy i powiedziałam, że jeśli spotkałabym osoby, które były za to odpowiedzialne, sprawiłabym, aby cierpieli długo i boleśnie, a przed oczami ciągle mieli ludzi, którym odebrali życie oraz tych, którym tym samym zniszczyli życie.
Słyszałam, że przyjaciółka mówiła coś do mnie, lecz nie docierały do mnie żadne konkretne słowa. Tak, jakbym była pod wodą. Głęboko pod wodą. Moje myśli jednak były w zupełnie innym miejscu. Zaprzątała je pewna czarnowłosa dziewczyna, która sądziła, że może robić co jej się żywnie podoba, nie ponosząc za to konsekwencji. Wiedziałam, że ją zniszczę. Doszczętnie spalę jej wnętrze, będę rozkoszować się tym, jak będzie się rozsypywać, aby ostatecznie ukoronować to pociągnięciem za spust. Nie zamierzałam puścić jej tego wszystkiego płazem, lecz najpierw musiałam doprowadzić ją do ruiny. Spotkanie następnego dnia było krokiem w kierunku wygranej i wiedziałam, że nikt mnie nie powstrzyma.
- Vik! - pisnęła blondynka, potrząsając moim ciałem. Zamrugałam kilka razy, zanim mój wzrok skupił się na drobnej dziewczynie siedzącej u mojego boku. - Nie myśl za wiele. Idziemy do klubu. Dzisiaj. Więc ruszaj tyłek, bo nie zamierzam spędzić całego dnia na gadaniu o tym, jak bardzo mamy popieprzone życie oraz jakimi idiotami są faceci. Nie dziś. Dziś jest nasz dzień - powiedziała, przy czym poruszyła brwiami w tak sugestywny sposób, że nie mogłam się nie roześmiać. Ta dziewczyna była czystym złem, którego nie dało się nie kochać.
* * *
Przesunęłam palcami po sukience, którą pożyczyłam od Beth. Zdecydowanie nie byłam przygotowana na dyskotekę, a wychodząc z domu była ona ostatnią rzeczą, której pragnęłam w tamtym momencie. Jednakże po namowach przyjaciółki i ciągłym jej marudzeniu przy obiedzie o tym, jak ona się bardzo nudzi i że nie wychodziła od wielu dni (co jak dla mnie było największym kłamstwem, ale pozwoliłam jej grać dalej), w końcu się zgodziłam. Z początku dla świętego spokoju, lecz później również dla samej siebie. W klubie nie mogłam się rozryczeć, prawda? Natomiast nie mogłam tego powiedzieć o wygodnej kanapie oraz cholernie łzawym filmie, opychając się popcornem, bądź czekoladą, a najprawdopodobnie i tym i tym.
Materiał był przyjemny w dotyku, niemalże jedwabny. Od razu uśmiechnęłam się szeroko, widząc otulającą mnie czerń, która mnie wyszczuplała, choć jak powiedziałam to na głos, zarobiłam pacnięcie w głowie. Beth nie znosiła, gdy mówiłam, że jestem gruba. Fakt, nie byłam, lecz zawsze jest coś do poprawienia, prawda? Przez to, że sukienka sięgała raptem połowy ud, nogi wydawały się jeszcze dłuższe niż były normalnie, a śliczne szpileczki pod kolor dodawały mi kilkunastu centymetrów. Wyprostowane, brązowe włosy wpływały miękko po nagich plecach, kończąc się niemalże równo z dekoltem sukienki, na tali.
Przygryzłam dolną wargę, która podkreślona była przez czereśniową szminkę, która była tak bardzo czerwona, że nie sposób było nie zawiesić na niej oczu. To dobrze. Zamierzałam być tej nocy w centrum uwagi.
Elizabeth miała na sobie srebrną bluzkę, całą pokrytą cekinami, a jej pośladki okryte były (ledwo) przez ciemnojeansowe spodenki. Uśmiechnęłam się do niej szeroko i pociągnęłam ją na dwór, dzwoniąc w tym samym czasie po taksówkę.
- Może weźmiemy moje auto? - spytała dziewczyna, na co zareagowałam perlistym śmiechem.
- Naprawdę myślisz, że rano którakolwiek z nas będzie w stanie bezpiecznie prowadzić samochód? - spytałam rozbawiona, co również wywołało uśmiech na twarzy przyjaciółki.
Chwilę później przyjechała taksówka, która zabrała nas do jednego z największych kubów w mieście.
Po odstaniu swojego w kolejce, weszłyśmy do środka. Oczywiście na ładne oczy, ponieważ nie miałyśmy skończonych 21 lat, ale błagam - czy ktokolwiek, kiedykolwiek nie dał nam tego, czego akurat chciałyśmy? W środku było naprawdę sporo ludzi, a tłum niemalże od razu porwał nas w swoje szpony, pchając do środka. Więc co mogłyśmy zrobić? Zaczęłyśmy tańczyć. Co jakiś czas spoglądałam w stronę swojej kopertówki, w której oczywiście schowaną miałam broń. Odkąd zostałam 'naznaczona', nie wychodziłam bez niej z domu. Tak po prostu czułam się o niebo bezpieczniej.
Czułam na sobie ręce wszystkich, przez co czułam się dość niekomfortowo. Jakiś czas. Gdy wychodziliśmy z Natem, on zawsze dbał o to, aby nikt nie naruszał mojej przestrzeni osobistej. Nie byłam pewna czy dla mojego komfortu, czy po prostu po to, aby nikt mnie nie dotykał poza nim, ale nie przeszkadzało mi to. Poczułam dłoń przyjaciółki na swoim barku, po czym to jak powoli zsuwała się w dół mojego ciała. Wybuchłam śmiechem, odrzucając głowę do tyłu, co mogło usłyszeć tylko kilka osób wokół mnie, ponieważ głośna muzyka i tak wszystko zagłuszała. Przewróciłam oczami i postanowiłam przestać się przejmować. To miała być nasza noc i miałyśmy to wykorzystać najlepiej jak potrafiłyśmy.
Gdy dziewczyna tylko się podniosła, odwróciłam się tyłem do niej, obejmując ją ręką za szyję. Niemalże od razu poczułam jej dłoń na swoim brzuchu, a kilku facetów spojrzało na nas z zainteresowaniem. Boże, dlaczego każde obejmujące się dziewczyny musiały być odbierane jako lesbijki? I dlaczego faceci tak na nie patrzyli? Przewróciłam oczami i wiedziałam, że Beth musiała pomyśleć o tym samym, ponieważ jej dłoń zaczęła zsuwać się niżej. Przygryzłam wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem, co pewnie wyglądało jakby sprawiała mi niesamowitą przyjemność. Nie miałam zielonego pojęcia, co ona wyprawiała. Widziałam jak kilka osób wodzi wzrokiem za jej palcami przesuwającymi się po moim ciele i nie zamierzałam dawać im nadziei na darmowe porno, no sorry. Złapałam przyjaciółkę za dłoń i okręciłam ją dookoła.
- Idę się napić, idziesz ze mną? - spytałam tuż przy jej uchu, aby mnie usłyszała, po czym dziewczyna potrząsnęła energicznie głową, zgadzając się ze mną.
Chwilę późnej usiadłyśmy na wysokich stołkach barowych. Uśmiechnęłam się szeroko do barmana, tak jak na grzeczną dziewczynę przystało, przez co Beth parsknęła krótkim śmiechem. Zdecydowanie nie wierzyła w moją niewinność.
- Dwie tequile - powiedziałam, cały czas się uśmiechając, a mężczyzna kiwnął głową, odwzajemniając uśmiech.
- Od kiedy pijesz tequilę? - spytała zaskoczona dziewczyna, na co jedynie wzruszyłam ramionami.
- Widocznie od teraz - odparłam rozbawiona.
Chwilę później przyszły nasze drinki. Z subtelnym uśmiechem ujęłam swoją szklankę i zauważyłam wzrok jakim barman obdarzył mój tatuaż na palcu. Następnie spojrzał na mnie, jak gdyby zaskoczony i wiedziałam, że rozumiał wiadomość. Poczułam na plecach zimne dreszcze, lecz jedynie uniosłam kieliszek do góry, jakoby wznosząc toast ze znaczącym uśmieszkiem i upiłam z niej solidny łyk.
Następnie zamówiłam nam jeszcze matini, a kiedy i ono się skończyło, kamikaze.
- Co ty wyprawiasz? Mieszasz wszystko ze sobą? - spytała roześmiana blondynka. Widocznie alkohol zaczął już z nią robić swoje.
- Zamierzam się upić. Później wyjść i śpiewać pijackie piosenki o nieszczęśliwej miłości, a ty mi w tym nie przeszkodzisz - powiedziałam z diabelskim uśmieszkiem, który pojawił się na moich ustach. - Ponieważ będziesz to robiła razem ze mną - dodałam i roześmiałam się z nią.
* * *
- Choć taki z Ciebie zimny drań. Na wylot już Cię znam, a jednak zgadzam się... - zanuciłam, przynajmniej tak to brzmiało w mojej głowie. Nie byłam pewna, czy tak melodyjnie brzmiało to również poza mną.
- Na ten papieros tuż po. I na ten szampan tuż przed. Na pocałunek w tę noc. I na stosunek w dzień - ciągnęła dalej Beth, raz po raz wybuchając śmiechem. Kiedy się zatoczyła, złapałam ją za ramię, niemalże wpadajac z na do rabatki kwiatów. Wyglądała przezabawnie, wczepiajac się w moją rękę z piskiem małego gorylątka.
- Na ten papieros tuż po. I ten szampan tuż przed. Ty dobrze wiesz, że to gra i kiedyś powiesz mi ... wypijmy za to! [*]- ostatnie głowa wykrzyczałam tak głośno, że ktoś otworzył okno, rzucając w nas kapciem. Spojrzałyśmy po sobie, po czym znowu wybuchłyśmy głośnym śmiechem, tak naprawdę nie widząc nic zabawnego w naszym zachowaniu.
Usiadłam na najbliższym murku i całkowicie zapomniałam co przed chwilą robiłyśmy. Spojrzałam na przyjaciółkę z miną zgubionego dziecka, co wywołało rozbawienie u blondynki. Nagle w głowie pojawiła mi się jedna jedyna piosenka i zanim zdążyłam przemyśleć cokolwiek, niekontrolowanie otworzyłam usta.
- Cztery piweczka i flaszeczka. Trzy papieroski, marsz Dąbrowski. Niech śpiewa z nami cała sala, kto sie nie łapie niech... - wykrzyczałam, starając się zachować oryginalną melodię, lecz wiedziałam, że nie mam na to najmniejszych szans.
Oczy przyjaciółki rozszerzyły się szeroko, gdy patrzyła mi prosto w oczy, po czym wybuchła głośnym śmiechem, który brzmiał jak masa rozdzwonionych dzwoneczków. Zgięła się w pół, niemalże pokładając się ze śmiechu, a ja naprawdę nie wiedziałam o co mogłoby jej chodzić. Przecież pięknie śpiewałam, a to była bardzo życiowa piosenka, czyż nie? Pokręciłam głową z dezaprobatą i wróciłam do śpiewania piosenki, której słowa cały czas kołatały się po mojej głowie.
- Koło południa przyjechał Heniek, niesie butelkę po Chopinie. W butelce bimber orzechowy, co nam poprawia dar wymowy [**] - wymamrotałam, po czym zaczęłam się niebezpiecznie chwiać na krawędzi murku i zamiast się go przytrzymać, czy zrobić cokolwiek, aby złapać równowagę, wybuchłam śmiechem, tak jak Beth chwilę wcześniej, przez co kilka sekund później leżałam na chodniku.
Podniosłam się i spojrzałam na przyjaciółkę z zaskoczeniem. Jakim prawem znalazłam się na ziemi, skoro przed chwilą siedziałam na wygodnym murku? Wydęłam drżącą wargę, ciągając przy tym nosem jak ofiara... czegokolwiek, pokazując jak bardzo byłam bliska płaczu.
- No już, uspokój się - powiedziała blondynka podnosząc mnie na nogi, sama przy tym się chwiejąc i przechylając jak krzywa wierza w Pizie.
Szłyśmy podtrzymując się na wzajem, co było bardzo pomocne zważając na to, że nagle to jednej, to drugiej pojawiały się pod nogami różne przeszkody. Jak w jakiejś grze! Wyskakiwały krzywe płyty chodnikowe, gałęzie drzew, fragmenty budynków czy nawet nasze własne stopy. Przecież normalnie tych wszystkich rzeczy nie ma na drodze i byłam przekonana o tym, że to wszystko było ukartowane. Mimo to brnęłyśmy dalej przed siebie, w kierunku domu, przynajmniej tak nam się wydawało.
A mi przez myśl przeszło, że Nate z pewnością wiedziałby, gdzie jest dom.
Poczułam jak po policzkach spłynęły mi łzy.
__________________________________________________
Okey, wiem, że wiele osób pewnie będzie rozbawionych, albo zażenowanych moim doborem piosenek w tym rozdziale, ale hej, miały być pijackie xd Ich troje słuchałam będąc dzieckiem i pierwsze co mi przyszło do głowy to płyta "7grzechów głównych", którą uwielbiałam, więc proszę mnie nie oceniać xD
[*] Ich Troje - Wypijmy za to
[**] - Ich Troje - Cztery piweczka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz