Rozdział 17

POV Vik

Obudziłam się na krótko przed tym, gdy zadzwonił telefon Nathana. Spojrzałam na wyświetlacz i jęknęłam mocniej wtulając się w ukochanego. Ian nie miał rzadnego pieprzonego wyczucia taktu. Obserwowałam to, jak chłopak na oślep szukał dłonią telefonu i zastanawiałam się, czy tak samo wyglądałam w nocy. Pocałowałam policzek chłopaka i wysunęłam się naga z jego objęć, czemu towarzyszył męski, niezadowolony pomruk.
Spojrzałam na niego przez ramię, posyłając jeden ze swoich uśmiechów i wsunęłam na siebie satynowy szlafrok. Wychodząc spojrzałam w kierunku pokoju Marine i westchnęłam cicho. Miałam wrażenie jakby wyjechała wieki temu i nie miałam pojęcia, kiedy miała wrócić. Muszę sobie wszystko przemyśleć, powiedziała wychodząc, lecz nawet nie potrafiła spojrzeć nam w oczy.
Zeszłam do kuchni, zaczesując włosy na jedno ramię i włączyłam ekspres do kawy, zabierając się za robienie śniadania. Cały czas po głowie chodziła mi rozmowa z Ianem. Tego dnia mieliśmy pojechać przejrzeć akta, a już następnego dnia mieliśy jechać na akcję. Powiedziałam mu, że to chyba kpina. Jak w ciągu jednego dnia mieliśmy wszystko zorganizować? Odpowiedź była prosta: nie mogliśmy. Nie mieliśmy szans na perfekcyjnie dopracowany plan. Jedynie co mogliśmy zrobić, to opracować szkic i polegać na intuicji oraz profesjonaliźnie. Albo raczej umiejętnościom - i tym nabytym i tym wrodzonym. W końcu rodzice chyba coś nam przekazali.
W tamtym momencie poczułam się podle. Nigdy nie chciałam myśleć o rodzicach w ten sposób. Oczywiście, wiedziałam że czuli co się zbliża. Przecież dlatego kazali nam się ukryć. Ale nie potrafiłam ich wyobrazić sobie na naszym miejscu. Polerujących broń i planujących jak zabijać. Ani mamy, ani taty, ani cioci Marisole, ani wujka Jamesa. Oni w mojej pamięci byli niewinni i czyści, niczym nie zbrukani, a już z pewnością nie krwią innych ludzi i tak powinno zostać.
Z zamyśleń wyrwało mnie dopiero przyjemne uczucie, gdy wargi Nate'a zaczęły pieścić moją skórę. Nieświadomie wypuściłam drżący oddech i położyłam dłonie na jego obejmujących mnie rękach. Przygryzłam dolną wargę w uśmiechu i przechyliłam głowę na bok, dając mu tym samym więcej miejsca do popisu, co niemalże od razu wykorzystał. Wydałam z siebie głośny jęk, gdy odnalazł wrażliwe miejsce i zaczął je intensywnie ssać, kąsać oraz lizać. Poczułam zawroty w głowie i nie potrafiłam ustać w miejscu, przez co nieświadomie poruszyłam biodrami, ocierając się o niego. Oparłam głowę na jego ramieniu, nie sprzeciwiając się, gdy poczułam jego dłonie na swoich udach. Następnie w jednej chwili odwrócił mnie przodem do siebie, sadzając na placie, a ja odruchowo oplotłam go nogami w pasie. Oddech znacznie przyspieszył, a w podbrzuszu zaczęło budzić się to przyjemne uczucie, które nie dawało o sobie zapomnieć.
Krzyknęłam w jego usta, gdy gwałtownie we mnie wszedł i od razu zaczął się poruszać. Wsunęłam palce w jego włosy, pociągając za nie nieznacznie. Nie zwróciłam uwagi, w którym momencie szlafrok zsunął się z moich ramion. Wolną dłonią przesuwałam po jego torsie, następnie odchylając głowę do tyłu pod wpływem jego apotyktycznych ust. Wszystko przestało mieć zaczenie w tamtej chwili. Wszystko oprócz nas. Nie byłam w stanie myśleć pod wpływem tej intensywności, a władzę nad moim ciałem całkowicie przejął instynkt.


* * *


Spojrzałam na niego przez ramię, próbując ukryć szeroki uśmiech, który zawitał na moich ustach. Od rana zaczęło się układać tak, jak za czasów na początku naszego związku. Bez zazdrości, podejrzeń. Jakby zaufanie nigdy nie zostało naruszone. Czułam się znowu jak nastolatka (którą wciąż byłam, ale mniejsza z tym) zakochana do granic możliwości miłością czystą, szczerą i piękną. Oblizałam wargi i podkuliłam nogi, zastanawiając się w którym momencie tak naprawdę się zakochałam w mężczyźnie, który siedział obok mnie i nie potrafiłam przypomnieć sobie czasów, gdy go nie kochałam. Dotarło do mnie wtedy, że nawet kiedy wydawało mi się, że go nienawidzę, wciąż go kochałam. Podobno potrafimy kogoś nienawidzić tylko tak mocno, jak mocno go wcześniej kochaliśmy. Wtedy czułam, że to prawda.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - spytał spokojnie, a ja nie czułam żalu w jego głosie, jedynie zaciekawienie.
Nie chodziło o zwykłe przerwanie ciszy, ponieważ nie była ona niekomfortowa. Wydaje mi się, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, to nawet milczenie z nim jest przyjemnością. Nie ma wtedy niekomfortowej ciszy, ponieważ zawsze jest o czym rozmawiać. Czuje się wtedy przy tej osobie jakby to było nasze miejsce na Ziemii, a skoro to nasze miejsce, to dlaczego mielibyśmy się czuć skrępowani?
- Nie chciałam cię budzić w nocy - wzruszyłam ramieniem z uśmiechem i oblizałam wargi, spoglądając na niego. Mogłabym mu się przyglądać całe wieki i nigdy by mi się to nie znudziło.
Jakiś czas później dojechaliśmy do korporacji, która zdecydowanie była innym miejscem niż to, do którego mnie uprowadzono. Zaczęłam się zastanawiać jakie terytorium i wpływy ma Cobra, ponieważ widocznie miała sporo kasy na inwestycje chociażby w samą siebie. Przyjrzałam się wysokiemu biurowcowi, który był cały pokryty szkłem, lecz jak sądziłam i tak były to szyby pancerne. Ani Ian, ani nikt inny, kto przebywa tam częściej z pewnością nie chciał by ryzykować życiem dla ładnego wyglądu, choć ten naprawdę był zniewalający.
Po opuszczeniu samochodu pozwoliłam się przyciągnąć i sama wtuliłam się w bok ukochanego, marszcząc zabawnie nos w uśmiechu. Wchodząc do budynku Nate skinął głową komuś, kogo nazwał Sammy'm. Zobaczyłam jak wzrok mężczyzny spoczął na moim palcu wskazującym, gdzie miałam tatuaż kobry. Zacisnęłam wargi, mocniej wtulając się w ciało ukochanego, a przez głowę przeszła mi myśl, że to nie tylko robi mnie ruchomym celem, ale też umożliwia wejście do miejsc, gdzie wszędziej nie miałam dostępu. Do miejsc, do których niekoniecznie chciałam mieć dostęp.
Po wjechaniu windą na jedno z pięter, przeszliśmy korytarzem z rzadko rozstawionymi drzwiami, aby bez pukania wejść do jednego z pokoi. Nie było napisanego niczego oprócz numeru na machoniowym drewnie, które jak sądziłam i tak miało w sobie ołów, czy coś równie solidnego. Zastanawiałam się, jak pracownicy się odnajdują w tym wszystkim, lecz nie był to mój problem. Za ironię uznałam to iż gabinet Iana miał numer 666.
- Carter, drzwi - powiedział Nate głosem nieznoszącym sprzeciwu, a blondyn średniej postury mruknął coś pod nosem, lecz spełnił wydane polecenie, zamykając za sobą drzwi.
- Musisz być dla nich milszy - westchnął Ian rozpierając się wygodniej na fotelu, patrząc na nas z obojętnością, która już od jakiegoś czasu wydawała mi się sztuczna.
- Muszą wiedzieć, kto tu rządzi.
- Z pewnością nie ty, Wheller.
- Ani ty, Morgenstern - odparowałam unosząc wyzywająco brew i odsunęłam się od chłopaka, czując się bezpieczniej.
Do czego to doszło? Czułam się pewniej stawiając czoła komuś, kogo powinnam się panicznie bać, a chowałam się za siłą chłopaka przy kimś, kogo nieznałam i teoretycznie mi nie zagrażał. W przeciwnieństwie do mężczyzny, który już niejednokrotnie pokazał, że jest w stanie sprawić, że jestem zmuszona tańczyć tak, jak on mi zagra.
Jakby czytając mi w myślach, na ustach Iana pojawił się podły uśmieszek i znowu się odprężył. Irotyowało mnie to, jak pewny siebie się wydawał i jaki był pewny swojej wygranej niezależnie od sytuacji.
- Rozwijasz się, Cole.
- Daj kartoteki i się zwijamy. Nikt nie ma ochoty na burdy przed akcją. Powinniśmy być skupieni - niemalże warknął Nathan, podchodząc bliżej mnie.
Spojrzałam na niego w zaskoczeniu, które chwilę później starałam się zamaskować. Od kiedy Nathan Scoot Wheller odmawiał sobie pokazania komuś, kto jest górą? Potrząsnęłam ledwie zauważalnie głową i uśmiechnęłam się jeszcze bardziej pewna siebie. Nie musiałam się go bać. Nie bałam się. Zobaczyłam, że Ian jest jedynie mężczyzną, który całe swoje życie poświęcił zabijaniu i podporządkowywaniu sobie innych ludzi. Jedynym jego atrybutem była broń i władza, lecz nie należał on do tych, który nie mieli skupułów - to ich należało się bać przede wszystkim.
Przez chwilę Morgenstern przyglądał nam się w milczeniu, po czym z westchnieniem podeszedł do jednej z szafek i wciągnął z niej paczkę składającą się z kilku teczek przewiązanych tasiemką. Byłam przekonana, że była to zasługa Stephanie, jego asystentki. Gdy rzucił pakunek na biurko, zobaczyłam że doczepiona była kartka z jutrzejszą datą. Idąc logiką tego, że ile teczek, tyle osób musieliśmy zabić, poczułam zawroty głowy. Nigdy wcześniej nie zabiłam człowieka, a teraz musieliśmy zabić ich sześciu. Nie wątpiłam w to, czy podołam temu zadaniu, lecz nie byłam pewna tego, kim będę po wykonaniu go.
- Diablo jeszcze do końca nie przeszedł tuningu. Rano Sam podrzuci go do was - powiedział Ian ponownie siadając na swoim fotelu. Miałam ochotę odkręcić mu śrubki, aby upadł na podłogę. Dziecinne, wiem, ale cóż.
- Lamborgini? - spytałam, a moje oczy rozbłysły jak małemu dziecku.
Obaj spojrzeli po sobie w milczeniu, a później utkwili wzrok we mnie, wybuchając głośnym śmiechem.


* * *


Po ustaleniu wszystkich szczegółów dotyczących samochodów, wróciliśmy do domu. Na wyznaczone miejsce mieliśmy pojechać lamborgini, a stamdąd wrócić nim do magazynów, gdzie działała ekipa mechaników Cobry. W połowie drogi miał przyłączyć się do nas Caleb, aby sprawdzać czy nikt za nami nie jedzie, a po pozostawieniu samochodu w magazynie, miał zabrać nas do domu. Jeśli o tę część chodziło, wszystko było zaplanowane. W samochodzie miała być już broń z tłumikami, czyli wszystko czego potrzebowaliśmy. Musieliśmy jedynie zasiąść do akt i opracować plan.
Z ogólnych informacji dowiedzieliśmy się, że wszyscy mieli spotkać się w Klubie Nocnym Master of mystery - jednego z największych burdeli w Stanie. Cóż, stereotypy w tym momencie miały swoje uzasadnienie - chcesz dorwać kryminalistów? Idź do burdelu. Przewróciłam oczami, wracając do lektury. Mieli mieć tam swoje spotkanie i omawiać sprawy dotyczące operacji Venus, która nic mi nie mówiła, w odróżnieniu do Nathana, który zaklął pod nosem, gdy doszedł do tej informacji. Zastanawiałam się, czy powinnam zapytać, lecz doszłam do wniosku, że jeśli byłoby to ważne, zostałabym o tym poinformowna, więc zabrałam się za akta.
Robert Alberth Branson
Jeden z głównych członków Mara Salvatracha, jednego z najokrutniejszych gangów Los Angeles. Gang czerpie zyski z
handlu narkotykami, prostytucji i haraczy. Podczas walki narkotykowej zabili wszystkich, których Cobra wysłała jako wsparcie dla La Eme, z którymi wszęli wojnę. Nie znają litości. Z zimną krwią zabijają, a potem bezczeszczą zwłoki. Ćwiartują ciała i zostawiają w miejscach publicznych, by siać przerażenie. W biały dzień, z bronią w ręku, włamują się do domów, kradną samochody, porywają ludzi i gwałcą kobiety. Do mordowania używają kijów baseballowych, maczet, noży i pistoletów. Charakterystyczne dla gangsterów z Mara Salvatracha są tatuaże. Z ich kolorowych ciał można wyczytać całe życiorysy. Na głowach malują diabelskie rogi, swastyki, sztylety i wulgaryzmy - znaki MS 13. Na plecach widnieją symbole obrazujące specjalizację. By zostać przyjętym trzeba przejść próbę odporności. Członkowie gangu otaczają kołem kandydata i tak długo katują, aż osunie się na ziemię nieprzytomny. Innym sposobem jest zabicie jednego z członków "The 18th street", którzy są sojusznikami Cobry.
Podałam Natthanowi teczkę, gdy skończyłam czytać i wzięłam od niego tę, którą sam przed chwilą skończył przeglądać.
Facundo Alfonso Bat
Łącznik Mara Salvatracha i Cosa Nostra. Jednocześnie technik od podkładania materiałów wybuchowych obu gangów. Brał udział w masowych zabójstwach członków Cobry.
Odłożyłam teczkę na stół i wzięłam kolejną, czując coraz większy niepokój budzący się wewnątrz mnie.
Stephan Edmund Vall
Reprezentant włoskiej mafii Cosa Nostra. Część struktur została przeniesiona na tereny Ameryki. Włoskie Palermo jednak pozostało kolebką słynnej sycylijskiej mafii. Obecnie skupia 80 rodzin, z których każda kontroluje wyznaczoną dzielnicę. Utrzymują się z handlu narkotykami i ściągania haraczy, głównie od sklepikarzy i przedsiębiorców. Na ich terenach zniknęło kilku członków Cobry, którzy zostali wysłani w celach pokojowych.
Wzięłam od chłopaka kolejną teczkę, oddając mu swoją. Na stole zostały tylko dwie nietknięte.
Mattew Ethan Wolf
Najważniejszy członek N'drangheta, która swoje macki rozprzestrzeniła też na Kanadę, Australię i Amerykę Południową. Dzięki znajomościom z państwami latynoskimi odgrywa czołową rolę w światowym handlu kokainą. Szacuje się, że prawie 80% kokainy wpuszczonej do obrotu w Europie przechodzi przez ręce mafiosów z N'dranghety. Zarobki mafii pochodzą głównie z narkotyków, ale także firm budowlanych, sklepów i restauracji, które działają legalnie. Ponadto duży dochód przynoszą przekręty finansowe przy dużych zamówieniach publicznych,  wymuszenia oraz handel bronią. Przed laty wpuścili Cobrę w pułapkę Mara Salvatracha oraz wysadzili przesyłkę Cobry.
Przyjrzałam się chłopakowi, zaciskając wargi razem. Mianownikiem wszystkich tych osób była jedna rzecz: wyrządzili krzywdę Cobrze i z pewnością ich spotkanie na naszym terenie nie była przypadkiem. Nie mieliśmy tylko zlikwidować kilku osób, mieliśmy zrobić coś o wiele gorszego.
- Szykuje się wojna - szepnęłam powoli odkładając teczkę na stół.
- A my znajdziemy się w samym jej środku - odparł powoli i wziął przedostatnią teczkę, zostawiając mi już tylko jedną.
Otworzyłam ją na pierwszej stronie i niemalże od razu wysunęła mi się z dłoni. Czułam jak krew odpłynęła mi z twarzy, a przed oczami miałam tylko to jedno nazwisko.
Alan Michael Ravier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz