POV Nate
Przez całe dnie widziałem, jak Victoria snuła się po domu pozbawiona życia. Jej myśli były gdzieś daleko, być może nawet wszedzie. W każdym miejscu, tylko nie w domu, nie przy niej. Prawie nic nie jadła i patrzyła melancholijnie przez okno, albo na swoje dłonie. Prawie cały czas je myła, przez co nie mogłem odeprzeć wspomnienia Lady Makbet. Ale to nie była wina Vik. Ja ją w to wciągnąłem, a ona musiała zrobić to, co zrobiła aby chronić nas i Marine. Chciała oszczędzić jej tego, w co sama została wplątana i nie potrafiłem znaleźć wymówki na pytanie "dlaczego jej przed tym nie ochroniłem?". Ona na to nie zasłużyła, była zbyt dobra. Nawet jeśli czasem była wrzodem na tyłku, była moim wrzodem na tyłku i miałem obowiązek się nią zaopiekować.
Przyglądałem się jej twarzy wiele razy od momentu, gdy wróciliśmy z klubu. Przez większość czasu nie zwracała na mnie uwagi, a gdy już zaszczycała mnie spojrzeniem, byłem pewien, że mnie nie widziała. Chciałem nią potrząsnąć i powiedzieć, że to nic takiego, że da się z tym żyć, że ja z tym żyję, lecz prawda była taka, że to kłamstwo. Pamiętałem to, jak zabiłem pierwszego człowieka. Byłem przerażony i wściekły na to, że musiałem to zrobić. Później przyszło otępienie, fala wyrzutów sumienia i buntu. Jedyną myślą, która mnie utrzymywała przy zdrowych zmysłach było to, że ona gdzieś tam żyła i była bezpieczna. Dwie najważniejsze kobiety w moim życiu były bezpieczne i nie liczyło się nic więcej, ponieważ były tego warte.
Ciągle puste spojrzenie sprawiało, że jej błękitne oczy wydawały się jakby wyblakłe, a twarz jakby zapominała czym był uśmiech. Zawsze można było dostrzec jego cień, dookoła warg dziewczyny, lecz w tych dniach nie można było o tym pomyśleć. Na policzkach nie było naturalnego różu. Usta nie nawilżane nieznacznie jej popękały. Moja księżniczna marniała w oczach i nie miałem pojęcia jak temu wszystkiemu zaradzić. W pewnym momencie zaproponowałem wizytę u lekarza, może rozmowa ze specjalistą by jej pomogła. Wtedy jedynie spojrzała na mnie obojętnie i odwróciła głowę. No tak, przestała się odzywać, robiła to tylko w sytuacjach krytycznych, gdy nie było innego wyjścia.
Jedyne co mogłem dla niej zrobić, to być obok, gdyby mnie potrzebowała i starać się pomóc jej przez to przejść. Wiedziałem, że gdy będzie gotowa, otworzy się przede mną, albo przed kimś, komu ufała najbardziej, choć miałem nadzieję, że mimo wszystko zwróci się z tym do mnie, nieważne co działo się w jej głowie. Była nie tylko kimś, w kim byłem zakochany, była także moją przyjaciółką i wierzyłem w to, że i ja jestem przyjacielem dla niej. Chciałem, aby czuła to, aby miała we mnie wsparcie, lecz prawda jest taka, że oboje byliśmy impulsywni, nerwowi i przejawialiśmy zapędy apodyktyczne, dlatego nie zawsze było łatwo. Mimo to, kochałem ją. Kochałem ją od zawsze i wiedziałem, że jej nie zostawię, nie wtedy, kiedy potrzebowała mnie najbardziej. Nigdy. Nawet jeśli chodziło o Alana.
Nie było Alana.
Wiedziałem, że był dla niej ważny w pewnym sensie. Byli zaręczeni. A później szlag wszystko trafił. Nie chciałem aby cierpiała, nie potrafiłem patrzeć na to jak płacze, ale nie potrafiłem być smutny z tego powodu, że ją stracił. Stracił kogoś, kogo ja potrzebowałem i kochałem. Kogo straciłem i chciałem odzyskać. Nie wątpiłem w jej uczucie do mnie, nie czułem się zagrożony Alanem, choć czułem że była do niego przyzwyczajona. Do tego, że ulegał jej w większości spraw, był bardziej potulny niż ja. W naszym związku oboje chcieliśmy dominować, oboje byliśmy przyzwyczajeni do władzy. Lecz mimo to, kochaliśmy się, naprawdę.
I w końcu nadeszła ta chwila. Nie musiała niczego mówić, abym wiedział. Znałem ją całe życie, mowy jej ciała nauczyłem się niemalże na pamięć. Siedziała na łóżku, gdy wróciłem spod prysznica, wycierając ręcznikiem włosy i wystarczyło jedno spojrzenie na jej udręczoną twarz, aby to zobaczyć. Doszła do tego momentu, gdy mur, którym się odgrodziła stał się tak cienki iż zaczął się kruszyć pod delikatnym dotykiem jej umysłu. Wiedziałem, że gdy bariera zniknie, moja dziewczyna sobie nie poradzi sama. Wiedziałem, że zacznie mówić, aby wyrzucić to z siebie i będzie potrzebowała kogoś, kto tego wszystkiego wysłucha, ponieważ nigdy nie powtórzy tego drugi raz.
- Kochanie... - zacząłem, lecz gdy nasze spojrzenia się spotkały, automatycznie zamknąłem usta. Jej oczy były zaszklone od łez, a dolna warga drżała, jakby zaraz się miała rozsypać. Wyglądała jak moja czteroletnia dziewczynka, która nie znała życia i jedyne czego potrzebowała to tego, aby ktoś ją przytulił. Cóż więc mogłem zrobić?
Wziąłem ją w ramiona.
A ona zaczęła płakać.
POV Vik
Cały czas ich widziałam. Nawiedzali mnie we śnie i na jawie. Wyciągali ręce, oskarżali o swoją śmierć, zapowiadali zemstę, wołali moje imię. Czasem milczeli, patrząc swoimi pustymi, martwymi oczami. Byli wszędzie, więc nauczyłam się ignorować wszystko. Starałam się nie myśleć, ponieważ każdą moją myśl zamieniali na swój własny sposób, robiąc z niej horror. Każde szczęśliwe wspomnienie zamieniali we wzrastające poczucie winy, na wszystko mieli usprawiedliwienie. Myślałam, że zaczęłam wariować, w końcu rozmawiałam z ludźmi, którzy nie żyli. Słyszałam głosy ludzi, których sama zabiłam. Może to moje spaczone sumienie, które pozwoliło mi zabić, lecz nie chciało pozwolić mi z tym żyć. Piekielne koło Fotuny.
Czasami dawali mi spokój. Pięć minut, gdy mogłam odetchnąć spokojnie, nie widząc robaków w jedzeniu, wychodzących z ich ust, czy też krwi skapującej do wody z ran postrzałowych denatów. Wtedy jadłam co miałam pod ręką i z wdzięcznością zawsze zauważałam obok siebie troskliwą opiekę Nathana. Byłam pewna, że bez niego bym tego nie przetrwała. Gdybym została sama z chodzącymi trupami mojej wyobraźni, nie potrafiłabym z nimi walczyć. Miałam wrażenie, jakbym chodziła w swojej podświadomości, szukając sama nie wiedziałam czego.
Nie wiedziałam, dopóki nie natrafiłam w niej na coś innego. Przez cały czas miałam wrażenie, że mogłam poruszać się tylko w pewnej przestrzeni, jakby otaczało mnie pole siłowe nie do przekroczenia, aż natrafiłam na cienką, drżącą błonę. Miałam wrażenie, że wystarczyło dotknąć jej palcami, a ta zaczynała wibrować. Wystarczyło mocno naprzeć, aby się wydostać. Chciałam aby ten horror się w końcu skończył. Chciałam wrócić do swojego życia, chciałam pozbyć się tych zjaw, które rujnowały moje życie. Wiedziałam, że jeszcze trochę, a zaczęłabym wariować, a tego nie mogłabym znieść.
Coraz mocniej napierałam na tę błonę, aż w końcu wypałam na zewnątrz, zostawiając stwory za sobą. Tamten świat nagle się rozsypał, tak jakby tylko moja obecność sprawiała, że istniał.
Usiadłam na łóżku, nie potrafiąc odnaleźć się w prawdziwym świecie. Słońce jasno świeciło, a ściany miały taki kolor, jaki zapamiętałam. Niczym niesplamione, żadnej krwi, woni rozkładającego sie mięsa, czy lawr wyłażących spod łóżka. Chwilę później otworzyły się drzwi i zobaczyłam w progu wilgotnego po prysznicu chłopaka. Nie wierzyłam w to, że stał tam, tak blisko mnie, a ja mogłam patrzeć na niego, po prostu. Bez szeptów, bez poczucia winy. Czułam, że byłam bliska płaczu i widocznie to zauważył, ponieważ usiadł obok mnie. Akurat gdy mnie przytulił, wybuchłam donośnym szlochem.
Opowiedziałam mu wszystko. Od chwili, gdy wróciliśmy do domu i czułam dziwną pustkę, aż do chwili, gdy zasnęłam. Wtedy pojawini się oni i nie potrafiłam się obudzić. Płakałam opowiadając o tym, jak wołali moje imię, słyszałam odgłosy wystrzałów, czułam smród ich rozkładających się ciał oraz widziałam puste oczy. Trzęsłam się jak osika na wietrze, wtulona w niego i opowiadałam o najgorszych dniach mojego życia, o tym jak pociągnięcie za spust odebrało mi część człowieczeństwa, którego byłam pewna, że nigdy już nie odzyskam.
* * *
Ten dzień postanowiliśmy spędzić w domu. Ugotowaliśmy obiad, obejrzeliśmy jedną z tandetnych komedii romantycznych, na których ja płakałam, a Nate kręcił głową z czułym uśmiechem i przytulał mnie do swojego boku. Czułam się lepiej, choć i tak co jakiś czas odwracałam głowę, aby upewnić się, że oni odeszli. Nie widziałam ich do końca tego dnia. Upewniałam się także, czy jemu nic nie jest, czy nie leci mu krew, czy nie jest ranny, czy żyje. Przez początkowy okres, gdy nie potrafiłam kontrolować myśli i wspomnień, oni wykorzystywali je i sprawiali, że wpadałam w paranoję. Nigdy nie widziałam tylu scenariuszów śmierci Nate'a ile w tamtym czasie.
POV Nate
W zaciszu naszej sypialni, w mroku świec, pozwoliłem jej zdjąć wszelakie ubrania, jakie miała na sobie. Oczywiście nie sama. Z nieukrytą chęcią rozpiąłem jej habrową sukienkę, którą niegdyś zakupiłem jej w ramach niespodzianki urodzinowej. Uwielbiałem, gdy ją zakładała, bo robiła to dla mnie. Wówczas gdy pozbywałem się jej bielizny, nie pozwoliłem sobie na zanudzenie Victorii, dlatego z każdą upłyniętą sekundą muskałem jej kark, szyję czy płatek ucha. Przebierała nogami, wiecznie niezaspokojona, oddana własnym fantazjom kocica, wiła się pod wpływem mych wilgotnych warg. Trafiłem na jej czuły punkt. Celowo pieściłem go językiem czy podgryzałem dla lepszego efektu. Jęknęła rozkosznie, a moja pasja wzrosła wraz z jej wyszeptywaniem mojego imienia. Nate, och... Nate.
Oblizałem usta, wodząc wzrokiem po jej ciele, które było wrażliwe na każdy dotyk. Gdybym wypuścił świst powietrza z ust na wilgotne po mych wargach miejscach, prawdopodobnie byłaby już na skraju orgazmu. Ale celowo nie pozwoliłem jej dojść. Uwielbiałem się z nią drażnić, być chamskim dupkiem a zarazem idealnym kochankiem. Zimnymi palcami gładziłem jej skórę. Napinała każdy mięsień, przymknęła oczy. Słyszałem jej ciężki oddech. Gdyby nie była wcześniej tak spięta, prawdopodobnie pieprzyłbym się z nią przez kolejne pół nocy, dopóki świt nie dałby o sobie znać. Dlatego zaproponowałem jej masaż. Uwielbiała je. Kiedy położyła się na łóżku, okryłem jej nagie wcześniej pośladki pościelą i usiadłem na nich gładko, wbijając kolana pomiędzy jej biodra. Chwyciłem za czekoladowy olejek i ostrożnie rozlałem go na jej plecy. Rozpocząłem jedną z jej erotycznych fantazji, masowałem chłodnymi dłońmi jej mięśnie, doczekując się ich rozluźnienia. Mruczała, niesfornie poruszając biodrami, gdy na jej ciele tworzyła się gęsia skórka...
POV Vik
Zobaczyłam błysk za oknem i zmarszczyłam brwi. Było mi naprawdę dobrze i nie zamierzałam tego za nim w świecie, lecz za oknem robiło się coraz jaśniej, mimo iż było coraz bliżej nocy. To nie było naturalne. Chciałam się poruszyć, lecz każdy ruch jego dłoni zabierał mnie coraz bliżej granicy i naprawdę chciałam spaść w przepaść rozkoszy, lecz coś było nie tak i to blisko nas.
- Nate... - jęknęłam cicho, próbując zwrócić jego uwagę albo na siebie, albo chociaż na to, co się działo. - Kochanie, spójrz przez okno.
- Vik...
- Proszę... - westchnęłam i poczułam jak jego palce znieruchomiały, a chwilę później jego ciało zsunęło się z moich bioder.
Podszedł do okna, a w łunie światła zobaczyłam jak jego mięśnie się napięły, a pięści zacisnęły mocno. To nie wróżyło niczego dobrego.
- Cholera jasna - warknął i odwrócił się, w momencie, gdy wstałam z łóżka. - Nie - mruknął zatrzymując mnie, gdy chciałam podejść do okna.
Spojrzałam mu w oczy zaskoczona, lecz gdy jego palce mocniej zacisnęły się na moich ramionach, warknęłam cicho, a spojrzenie stało się bardziej wyzywające. Szarpnęłam się i tym razem mnie nie zatrzymywał. Były momenty, gdy musieliśmy wybierać, nawet gdy każda opcja wydawała się do kitu. Wtedy trzeba było rozważyć, co jest mniejszym złem. To było mniejsze zło. Podeszłam do szyby i zamarłam, próbując złapać oddech. Oparłam się o ścianę tuż przy oknie, wpatrując się w płonący na naszym trawniku napis. Przez pewien czas nie docierał do mnie sens tych słów, albo bardzo nie chciałam, aby do mnie dotarł. Czułam się tak, jakby oni wrócili. Krzyk formował się na końcu mojego języka, lecz z jakiegoś powodu nie mógł przejść przez gardło. Przyjrzałam się jeszcze raz napisowi z przerażeniem.
Wiem, co zrobiłaś
~ M.
Melanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz