Rozdział 7

POV Vik

Ból przeszył całą nogę w tak paskudny sposób, że cudem nie wydałam z siebie udręczonego krzyku. Jednakże nie mogłam dać im tej satysfakcji. Przez to zamiast powrócić do pozycji, upadłam na ziemię, podkulając obolałą kończynę. Na szczęście to nie poszło na darmo, ponieważ brunet odskoczył, a raczej odleciał do tyłu pchany siłą kopnięcia. Zawsze miałam silny półobrót, wiedziałam o tym.
- Suka - warknął, posyłając mi jedno z tych swoich paskudnych spojrzeń.
- Zdrajca - wycedziłam, próbując podnieść się na nogi.
Poczułam palące policzek uderzenie, które momentalnie zwaliło mnie w dół. Warknęłam pod nosem, próbując nie skupiać się na bólu, co było ciężkie. Skrzywiłam się, dotykając palcami nogi, po czym poczułam mocne szarpnięcie za włosy, przez co głowa odskoczyła do tyłu. Całkiem jak u szmacianej lalki. Syknęłam, nieświadomie odpychając zgiętą rękę w tył, uderzając przy tym łokciem w kolano napastnika.
Dźwignęłam się na nogi, stając na jednej z nich, czując że druga jest bardzo mocno stłuczona, jeśli i nie gorzej. Posłałam jedno z najpaskudniejszych spojrzeń, jakie byłam w stanie z siebie wykrzesać, czarnowłosemu chłopakowi. Widziałam jego nienawiść w oczach, która kotłowała się w nim widocznie od dłuższego czasu.
Jakim cudem tego wcześniej nie zauważyłam? Jakim cudem nikt z nas tego wcześniej nie dostrzegł? Nigdy nie byliśmy nazbyt ufni, więc jakim cudem... ?
- Jesteś skończonym dupkiem, Brown. Mam nadzieję, że zgnijesz w piekle - syknęłam i kuśtykajac na jednej nodze, ruszyłam do drzwi.


* * *


Przetarłam twarz wilgotnymi dłońmi. Woda w misce stała chyba już na długo przed moim 'przybyciem', ponieważ czuć było stęchliznę. W całym pomieszczeniu czuć było stęchliznę. Jakimś cudem zabrali mnie z cuchnącej piwnicy i wrzucili do innego pokoju. Było tu jedno okno, które zamiast być zabite zostało zakratowane. Przynajmniej trochę słońca mogło zawitać. Jednakże mimo tego, pomieszczenie było ciemne, a mrok rozświetlała jedynie migocząca świetlówka, pewnie tak stara jak świat.
Spojrzałam na swoją zmasakrowaną sukienkę i przymkęłam powieki, biorąc głęboki oddech. Czym do cholery, sobie na to zasłużyłam?! Byłam grzecznym dzieckiem, no cóż, na tyle na ile dało się być grzecznym w takim towarzystwie. Nie bunto... dobra, nie byłam zbyt grzecznym dzieckiem, ale mimo to nie zasłużyłam sobie na coś takiego!
Dotknęłam palcami obolałej nogi, po tym jak Alex postanowił sprawdzić na co mnie stać. Cholera jasna, cały czas żył u naszego boku, przyglądał się nam, udawał przyjaciela, a na koniec okazał się zwykłym bydlakiem. Tajemnicze telefony... cholera jasna, Marine... moje biedactwo, które żyło w ogromnej nieświadomości... Miałam ochotę rozwalić ten jego pusty... ach, szkoda było nawet o tym myśleć.
Pociągnęłam za jeden z kawałków poszarpanego materiału sukienki urywajac trochę od spodu, sprawiając tym samym, że kreacja (przynajmniej niegdyś nią była) stała się jeszcze krótsza. Przenosząc ciężar ciała na nogę i ręce, doczołgałam się do miski ze stęchłą wodą i zamoczyłam w niej oderwany strawek, następnie przepasając nim nogę w udzie, które bolało najbardziej.
Spojrzałam z obrzydzeniem w kierunku płaskiej powierzchni, gdzie kiedyś pewnie była ściana, a obecnie szyba. Oczywiście działa na bazie lustra weneckiego. Oni widzieli wszystko, ja nie widziałam nic. Było mi niedobrze na samą myśl o tym, jakim trzeba być bydlakiem, aby obserwować męczarnie innego człowieka. Przełknęłam ślinę, nie bezproblemu i odchyliłam głowę do tyłu. Gorąco dawało się we znaki, a niestety nie mogłam liczyć na takie luksusy jak woda pitna, a o jedzeniu póki co mogłam jedynie pomarzyć!
Nie miałam pojęcia ile czasu tam spędziłam. Może dwie godziny, a może i kilkanaście godzin. Być może, że nawet raptem kilkadziesiąt minut. Czas jakby się ze mnie naigrywał, to przyspieszając, to zwalniając na zmianę. Głupiałam przez to wszystko i strasznie działało mi to na nerwy.
Oglądałam wiele filmów kryminalnych, gdzie ktoś był uwięziony, szpiedzy i te sprawy. W sumie jak każdy chyba. Ale nigdy nie spodziewałabym się tego, że znalazłabym się w takiej sytuacji. Jedną sprawą były treningi z Natem, gdzie wiedziałam iż robił to dla mojego dobra i nie chciał mnie skrzywdzić. Drugą natomiast było porwanie przez obcych ludzi i bicie, gdzie nie mogłam powiedzieć iż leżało im na sercu moje dobro.
Fala buntu minęła, a o jej minionej obecności świadczyły jedynie rzeczy porozrzucane i popękane na milion sposobów, które leżały pod grubą szybą podglądaczy. Zboczeńcy. Sadyści. Kryminaliści. Zwierzęta, mają więcej przyzwoitości niż ci kolesie. Najchętniej patrzyli na długą i bolesną śmierć. Choć i tak wiedziałam, że nie pozwoliliby mi umrzeć. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu sprowadzili mnie tutaj, widocznie czegoś oczekując. Tylko czego do cholery? Nie mogli chcieć okupu, rodzice nie żyli, a z Natem i Marine nie mieliśmy zbyt wiele kasy, o czym ten zdrajca doskonale wiedział.
Oni znali Nathana...
Nathan.
Jeśli faktycznie znali chłopaka, wiedzieli że najpierw coś zrobi, a dopiero później pomyśli. A jeśli się zorientuje co się wydarzyło, przyleci tutaj, bez zastanowienia się. A wtedy będą kłopoty i to tak ogromne, że było możliwe iż nawet sam wielki Nathan Wheller mógł sobie z tym nie poradzić. I to mogło sprawić mu jeszcze większy ból.
Przymknęłam powieki próbując zrzucić myśli na zupełnie inny tor. Na coś, co było przyjemne, na coś co było dalekie od tego całego syfu, który otaczał mnie w całym tym piekle. Przymknęłam powieki, przypominając sobie czekoladowe oczy radośnie połyskające spod burzy ciemnych włosów. Ten widok, nawet gdy byłam cała w nerwach sprawiał, że czułam się stabilnie. Nic mi nie uciekało, ponieważ był przy mnie. Zawsze. Choćby nie wiem co.
Uśmiechnęłam się do siebie wspominając noce, gdy wsuwałam się chłopakowi do łóżka, gdy śniło mi się coś złego. Nie liczyło się wtedy to, czy zrzuci mnie z niego, zaczynając kolejny trening, czy co. Po prostu go wtedy potrzebowałam, a on o tym doskonale wiedział. I w tamtej chwili pomyślałam, że to był dowód na to, że i jemu zależało na mnie.
Za każdym razem, gdy przychodziłam do niego w nocy, otulał mnie swoimi ramionami, mrucząc cichutko do snu. Zawsze był czuły i troskliwy. Oraz mimo tego ile treningów mi robił, nigdy nie miał serca zrobić mi go wtedy, gdy do niego przychodziłam. I ja sama też tego nie wykorzystywałam. W jakiś sposób czuliśmy się zobowiązani to pewnych zachowań względem siebie jeszcze zanim potrafiliśmy nazwać powody tego wszystkiego.
Nathan był po prostu niesamowitym chłopakiem, który był dla mnie jak lekarstwo. Ale jak każde lekarstwo, nie zawsze przyjmowałam go chętnie, szczególnie wtedy, gdy naprawdę działał mi na nerwy. Nawet już nie patrząc na te treningi. Poganiając mnie w łazience, albo docinając przy kolegach. Może to i była zazdrosć, może szczeniackie zaloty, a może po prostu taki głupi wiek.
Hah, na samą myśl o tym, co działo się kiedyś, mój uśmiech znacznie się poszerzył, co zdecydowanie nie spodobało się moim oprawcom. Chwilę później drzwi pomieszczenia się rozwarły i do środka wszedł sam blondyn, którego imię mi gdzieś umknęło. Ten sam, co wcześniej przyszedł tuż przez Brownem. Musiałam się mocno powstrzymywać, by nie skrzywić się na wspomnienie tamtego paskudnego pomiotu.
- Zgubiłeś tu coś? - warknęłam chłodno i mlasnęłam widocznie zniesmaczona i znudzona jednocześnie.
- Och tak i zaraz tego poszukam - odparł spokojnie, a niesmaczny uśmieszek, jaki wykrzywił jego wargi spowodował, że żołądek wykonał koziołka wewnątrz mnie.
Powoli zbliżał się ku mnie, a ja próbując zachować odwagę, nawet na chwilę nie ruszyłam się z miejsca. Durna. Nigdy nie czułam się tak spanikowana jak we właśnie tamtej chwili. Gdy miałam się bić, czułam adrenalinę, znałam technikę, sposoby. Ale takie podchody... jedyne co czułam to to, że to jest złe. Czułam emanujące mok i złe zamiasry. Deprawację. Wszystko, od czego należało uciekać.
Widząc jak jego dłoń kierowała się do mojego uda, cofnęłam nogę. Mężczyzna spojrzał na mnie widocznie niezadowolony, a następne co poczułam to uderzenie piekące policzek tak mocno, jakby mi je oparzył.
Nie płacz.
Najgorsze było to, że wiedziałam iż nikt by mi nie pomógł. Gdyby to wszystko zaszło za daleko, wszyscy by umywali ręce. Nikt by tego nie przerwał. Może nawet wpatrywaliby się w to z zaciekawieniem. To było tak bardzo brudne i obrzydliwe. Poczułam narastającą panikę, przez którą zamarł mi głos w gardle, a na jego miejscu pojawiła się nieprzyjemna gula.
Palce nieznajomego następnie spoczęły na moim udzie, skąd je szybko strąciłam. Jeśli sądziłam, że tamto mu się niespodobało, to to go naprawdę zdenerwowało. Nawet nie zauważyłam dłoni, która uderzyła mnie z taką siłą, że głowa odskoczyła jak szmacianej lalce, uderzając o betonowe podłoże.
Nie płacz.
Ból dźwięczał mi w głowie niemiłosiernie, a ciałem wstrząsnęły spazmy. Zacisnęłam mocno wargi, za wszelką cenę próbując się nie rozpłakać. Nawet nie tyle z bólu co ze strachu. Upokorzenia. Wstydu. Broniłam innych, a nie potrafiłam obronić samej siebie.
Gdy poczułam jak jego dłonie po brzuchu zmierzały do biustu, zaczęłam się szarpać, próbując odepchnąć go od siebie najdalej jak potrafiłam. Lecz to on był mężczyzną. Cholernie silnym mężczyzną. Poczułam ból w okolicy brzucha, ramion, później znowu rozbolała mnie głowa, a ostatnie uderzenie w brzuch sprawiło, że przez długi czas walczyłam o jakikolwiek oddech. Zacisnęłam powieki i wargi, kuląc się i błagając, aby to był koniec. Abym zasnęła i nigdy więcej się nie obudziła. Przez ból nie byłam w stanie się hamować. Łzy pociekły po policzkach, a oddech cały czas był urywany, który i tak łapałam z ogromnym trudem.
Nie chciałam wiedzieć co działo się dookoła, lecz odczuwalne były jego palce na biodrach, podwijające sukienkę, zsuwające zmarlretowane figi. Błagałam, aby zdarzyło się cokolwiek, cokolwiek co by go odciągnęło. Jednakże więcej mnie nie dotknął. Usłyszałam jak wciągnął głęboko powietrze nosem, jakby się czymś zaciągając, a ja poczułam wzbierające mdłości.
- Pozwolisz, że je zatrzymam - rzucił lekko, po czym się roześmiał, jakby to był niesamowicie śmieszny dowcip.
Ulgę przyniósł mi dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Skuliłam się najciaśniej jak mogłam i nie wytrzymałam.
Rozpłakałam się.


* * *



POV Nate

Nie miałem pojęcia, co miałem ze sobą zrobić. Z nerwów samochód dwa razy zgasł, zanim wyjechałem z parkingu. Nienawidziłem siebie. Naprawdę w tamtej chwili siebie nienawidziłem a to, że pozwoliłem aby coś się jej stało. Powinienem jej pilnować. Cholera jasna, tym bardziej iż wiedziałem, że kiedyś to nastąpi. Cały czas w głowie dźwięczały mi słowa sprzed lat wypowiedziane przez Iana:
Nie znasz dnia, ani godziny.
Uderzyłem dłońmi o kierownicę, chcąc dać upust złości. Nie miałem pojęcia co się teraz z nią dzieje. Ile już z nimi jest, co z nią zrobili. Panika i desperacja zaczęły mi mącić w głowie. Wyciągnąłem ze schowka paczkę papierosów, przytrzymując kierownicę kolanami i wyciągnąłem szluga, resztę odrzucając w bok. Po odpaleniu go, mocno się zaciągnąłem i nie spostrzegłem tego, w którym momencie zacząłem jechać 200km/h przez miasto. Zaciskałem palce na kierownicy tak mocno, że aż kłykcie pobielały, jednakże nie czułem tego.
Liczyła się tylko ona. Nic więcej.
Czas się dłużył, niemiłosiernie doprowadzając mnie tym do szału. Dawało mi to zdecydowanie zbyt wiele czasu na zamartwianie się i plucie sobie w twarz, co zrobiłem nie tak. Nigdy nie powinienem dopuścić, aby stała się jej jakaś krzywda. Ufała mi, wiedziałem o tym nawet jeśli sama przed sobą się tego wypierała. Czułem to, że mi ufała, a ja ją zawiodłem.
CHOLERA JASNA!
Miałem wrażenie iż całe wieki zajęło mi dotarcie do starej fabryki przemysłowej na przedmieściach. Znienawidziłem ten budynek tak bardzo, jak tylko człowiek potrafi znienawidzić cokolwiek. A jeszcze mocniej przesiadujących dniami i nocami w nich ludzi. Zniszczyli mi życie, rozdzielając mnie z tymi, których tak bardzo kochałem. Z tymi, którym ufałem i którzy ufali mnie. Z jedynymi osobami, które zostały mi na świecie. A oni to wszystko zniszczyli, zdeptali. Starali się to wszystko wyprać.
A teraz mieli . Nie mogło to im ujść płazem. Ja pozwoliłem się mieszać z błotem, dla ich dobra. Jej nie mogło spotkać to samo. Nie, dopóki miałem coś jeszcze do powiedzenia.
Wysiadłem z samochodu, cicho zamykając drzwi i zacisnąłem dłonie w pięści. W tamtej chwili żałowałem tego, że nie wziąłem spluwy ze swojego pokoju. Cholera jasna, pieprzony Morgenstern. Wszedłem przez dziurę po drzwiach, trzymając się ściany niczym cień. Znałem to miejsce aż za dobrze i nie mogłem tak szybko tak się złapać ludziom Iana. Nie mogłem w ogóle dać się złapać.
Mając w pamięci swoje pierwsze dni, od razu skierowałem się do podłokłych piwnic, które niegdyś dobrze klimatyzowane służyły jako chłodnie i magazyny, w których dbano o temperaturę i wilgoć. Po latach, gdy fabrykę zamknięto, wszystko zaczęło gnić i się rozpadać. Wprost idealnie dla meneli oraz ludzi, którzy chcą ukryś swoje działania.
Ostrożnie sprawdzając pomieszczenie za pomieszczeniem ze zrezygnowaniem stwierdziłem, że jej tam nie ma. Być może nigdy nie było. Może wywieźli ją zupełnie gdzieindziej. Słysząc kroki na korytarzu, schowałem się za drzwiami, wsłuchując się w rozmowę dwóch 'strażników'.
- Widziałeś jak ją załatwił? - spytał jeden z nich, głębokim głosem, który odzywał się echem z dawnych lat.
- No jasne! Ale twarda jest, miałem nadzieję, że się rozryczy.
Zacisnąłem wargi w cienką linię, świadomy tego, że rozmawiają o Vik. Już wtedy postanowiłem, że zabiję każdego, kto położył na niej swoje brudne, ciężkie łapy. Należało ich wytruć, jak karaluchy. Może i ciężkie do zrobienia, ale nie niewykonalne. Dla chcącego niema rzeczy niemożliwych. Trzeba jedynie potrafić znaleźć odpowiedni sposób.
Po chwili, gdy już nie słyszałem niczyich kroków, postanowiłem wynurzyć się ze swojej kryjówki. I to był błąd. Gdy tylko wyszedłem, poczułem tempe uderzenie w tył głowy. Nie przewidziałem tego, że są aż tak spostrzegawczy, aby zauważyć niedomnięte drzwi, których niezdążyłem zamknąć.
Nie było to na tyle silne uderzenie, aby pozbawić mnie przytomności, lecz wystarczające, aby dobrze ogłuszyć. Poczułem szarpnięcie i nim się zorientowłem, dwóch byczków ciągnęło mnie po schodach ku górze. Zamrugałem kilka krotnie, czując zapinane kajdanki na nadgarstkach, a następnie ktoś mnie gdzieś wepchnął. Zamrugałem kilka razy, nim zdałem sobie sprawdę z tego, gdzie byłem.
Pomieszczenie nie było ani za małe, ani za duże. Siedziało w nim kilku facetów, patrząc na mnie z wyraźną kpiną, od której aż krew zagotowała mi się w żyłach. Pieprzone patałachy. Nic tylko dniami i nocami liżący dupę swemu fagasowi. O ile tylko to (jeśli wiecie o co chodzi).
- No, no, no. Kogóż moje oczy widzą - usłyszałem chłodny ton Iana, wydobywający się z krzesła.
Spojrzałem w jego kierunku i w tym samym moje oczy dostrzegły coś jeszcze. Ściana po prawej stronie była szybą, przez którą widziałem siedzącą naprost nas dziewczynę. Od razu poznałem jej rysy twarzy chociaż były zmęczone, ubranie brudne, podarte i wymięte, a włosy faktycznie kolory brązu. To wciąż była Victoria, którą znałem i kochałem od najmłodszych lat.
Przeniosłem wściekłe spojrzenie na blondyna i spróbowałem się podnieść, lecz od razu poczułem uderzenie w plecy, nakazujce leżeć.
- Wypuść ją, nic ci nie zrobiła - wysyczałem.
- Masz rację, nic mi nie zrobiła. Jeszcze - odparł z drwiązym uśmieszkiem.
Dwóch chłystków przypięło mnie kolejnymi kajdankami do kalorydera i poodsłaniali krzesła tak, abym miał dobry widok.
Lecz nie chciałem tego widzieć. Chwilę po tym jak blondyn wszedł do pokoju i zaczął dotykać dziewczyny, miałem ochotę zwrócić to, co wcześniej zjadłem. Szarpnąłem się i zacząłem krzyczeć, gdy zadawał jej razy za nieposłuszeństwo i próbę obrony. Pieprzony bydnak.
- Zabiję go, cholera jasna, ZABIJĘ! - wydarłem się głośno, a miśki roześmiali się drwiąco.
Widząc jak Morgenstern pozbawił dziewczynę bielizny układałem w głowie jeden plan o dwóch celach.
Pierwszym, nadrzędnym było uwolnienie stąd Vik, zadbanie o to, aby nigdy więcej nikt jej nie skrzywdził i o to, aby nie przestała ufać ludziom, choć wiedziałem jak trudne może to wyjść w praktyce.
A drugi był o wiele prostszy.
Zabić Morgensterna.

2 komentarze:

  1. Świetnie ! *______* czekam z niecierpliwością na następny < 3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie to napisałaś :3 Było mi smutno jak to czytałam, ale bardzo mnie wciągnęło :3

    OdpowiedzUsuń